Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 1 grudnia 2025

|
 Zdecydowanie mnie to wszystko martwiło. Ten mężczyzna traktował go jak zwykłego śmiecia, jakby nie zasługiwał na choć odrobinę szacunku. A mój partner, mimo że dobrze widział, jak źle jest traktowany godził się na to, bo nie chciał sprawiać kłopotów ani być oceniony jako ktoś roszczeniowy. Pozwalał, by nie tylko go wykorzystywano, ale wręcz krzywdzono, choć wcale nie musiał tego znosić. Przecież mogliśmy odejść stąd w każdej chwili. Jeżeli to miejsce okaże się złe, nic nas tu tak naprawdę nie trzyma. Teraz, gdy może latać, możemy dostać się dokądkolwiek, nawet na koniec świata i znaleźć miejsce, gdzie nikt nie będzie nam narzucał, jak mamy żyć.
Mimo że ta wizja była piękna i kusząca, wiedziałem jednak, że on chce tu zostać. Czułam to wyraźnie. On pragnął wreszcie odnaleźć swój własny kąt, miejsce, w którym będzie mógł po prostu być sobą. A może faktycznie, jeśli kowal w końcu zrozumie, że Soray jest naprawdę dobrym i sumiennym pracownikiem, przestanie go gnębić i zacznie traktować jak równego sobie.
- Nie wiem, czy to zdrowe, abyś nie jadł tyle godzin, a potem najadał się tuż przed snem - Odezwałem się w końcu, nie kryjąc zmartwienia. - Oczywiście rozumiem, że musisz coś zjeść, tego nie podważam. Ale martwi mnie to, że cały dzień chodzisz głodny. Tak chyba nie powinno być. Masz prawo do przerwy. Może pora porozmawiać z kowalem, a jeśli to nie pomoże, to może… - Urwałem, gdy tylko zobaczyłem jego spojrzenie. Jasno dawało mi do zrozumienia, że mam się w to nie wtrącać.
- Nie, Miki. Nikomu nic nie powiemy - Powiedział stanowczo. - Muszę nauczyć się pracować u kowala. A kiedy będzie lepiej, zobaczysz… zacznie traktować mnie inaczej. - Brzmiał jak ktoś, kto usiłuje przekonać nie tylko mnie, ale przede wszystkim samego siebie. Nie chciał nawet wspominać o Ezekielu, który załatwił mu tę pracę. A jednak to właśnie z nim powinniśmy porozmawiać o tym, jak kowal się zachowuje. Może wtedy udałoby się coś zmienić. Może mężczyzna przestałby traktować mojego partnera w tak okrutny sposób.
- A teraz… przepraszam, ale zjem i chyba położę się spać. Chodź ze mną, jeśli chcesz. Albo jeśli wolisz spędzić czas inaczej, sam nie wiem iść na spacer albo nad jezioro, to pójdę z tobą. Nie chcę cię zaniedbywać - Dodał cicho, jakby mimo zmęczenia wciąż bardziej martwił się o mnie niż o siebie.
To było z jego strony niezwykle słodkie, ale nie na tym powinniśmy się teraz skupiać. On cierpiał najbardziej. Nic mi się nie stanie, jeśli przez dzień, dwa, nawet tydzień zostanę sam na trochę dłużej. Najważniejsze jest, aby on był wypoczęty, najedzony i spokojny. Choć z tym ostatnim było wyjątkowo trudno, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak traktuje go kowal.
- Nie, kochanie - Odparłem łagodnie, uśmiechając się do niego ciepło. - Wolę, żebyś zjadł i położył się spać. Chętnie położę się razem z tobą, bo lubię, kiedy mogę się do ciebie przytulić. A nad jezioro albo na spacer pójdziemy wtedy, gdy będziesz miał wolne. Albo kiedy będziesz mniej zmęczony niż teraz. - Nie miałem do niego ani odrobiny żalu. To nic takiego. Stracony czas zawsze można nadrobić. A teraz najważniejsze było to, aby on w końcu mógł odetchnąć.

<Pasterzyku? C:>

Etykiety