Na jego słowa zamrugałem kilkukrotnie. Dziadek? A co ma dziadek do tego? Nie ma go tu. A nawet jakby był... na pewno nie byłby zadowolony, chociażby z tego faktu, że jesteśmy razem. W końcu, w oczach takich jak on, to grzech, chociaż, co w tym takiego jest złego? Nie mam pojęcia. Kocham go. A to, że jest chłopakiem... to co w tym złego? To nie powinno mieć znaczenia. Jest dobrą istotą. Ja jestem dobrym człowiekiem. Darzymy siebie szczerym uczuciem. To są rzeczy, które się powinny liczyć.
– Czemu myślisz o nim akurat teraz? – zapytałem, kreśląc szlaczki na wierzchu jego dłoni. – Wiesz, co by powiedział. Nie byłby zadowolony, a to tylko dlatego, że jesteśmy tej samej płci. Nie rozumiem, dlaczego to ma dla nich aż takie znaczenie.
– Ja też – dodał, opierając głowę o moje ramię. – I chyba niektórzy tutaj też tego nie chcą.
– Jeżeli nie będą nas akceptować, to chyba nie ma sensu, byśmy tu dłużej zostawali. Ale na razie nie traktują nas źle. Chyba. To, że nie chcieli mnie przyjąć do żadnej pracy jest takie trochę dziwne, zwłaszcza, że przecież potrzebują pomocy. Ale to może też dlatego, że jestem człowiekiem. Jakoś się dowiedzieli, i są pewni, że sobie nie poradzę – odpowiedziałem, wzruszając ramionami. Jeszcze sobie jakoś poradzę. Nie wiem jak... ale poradzę. Zarobię pieniądze, będę mu mógł kupować prezenty, robić sobie potrzebne zakupy... A tak na razie nie mogę nic zrobić, choćbym bardzo chciał. I to powoduje we mnie straszną niemoc, poczucie bezradności. Ale nie mogę tego po sobie poznać. Mikleo w końcu na mnie polega. Muszę być dla niego oparciem, nie ciężarem. – Rozgryzę ich. Przekonam. Pogadam. Tak, muszę po prostu z nimi więcej gadać. Muszą mnie poznać. Wtedy na pewno będzie lepiej, i ktoś da mi pracę.
– Nie jest to taki zły pomysł – zachęcił mnie, po czym stanął na palcach, by pocałować mnie w policzek, i zaraz po tym odsunąłem się ode mnie z by wejść do wody.
Ja z kolei grzecznie usiadłem na brzegu, obserwując go z uwagą. Poruszał się z wdziękiem i gracją. Aż miło było na niego patrzeć. Muszę zrobić wszystko, by zapewnić mu bezpieczeństwo, i dobrobyt, i wszystko, czego on tylko potrzebował. Bo jak długo on będzie szczęśliwy, tak długo ja będę spokojny.
– Nie chcesz może do mnie dołączyć? – zaproponował, kiedy wypłynął na powierzchnię po kilkunastu długich chwilach. O każdą inną istotę bym się obawiał, ale nie o niego. Szczerze, nawet bardziej się cieszę, kiedy tyle czasu spędza pod wodą. Wiem, że to dla niego ważne.
– Myślę, że lepiej mi, kiedy sobie tu z brzegu na ciebie patrzę. Mam naprawdę wspaniałe widoki – wyszczerzyłem się do niego głupio, nie spuszczając z niego wzroku.
<Owieczko? c:>