W stu procentach zgadzałem się z Mikim. Jak jeszcze rozumiałem te zapasy na początku, bo może faktycznie ten początek może być trudny, a jedzenie trzeba jeść, tak teraz? Załatwianie pracy? Coś było nie tak, zwłaszcza, że przecież kowala ostatnio pytaliśmy o pracę dla mnie i się nie zgodził twierdząc, że sam sobie da radę. I co, teraz po jego słowach ma się zgodzić? Kto go w ogóle jest? Cała ta rada wie o nas najważniejsze rzeczy, a my nie wiemy o niej nic. To jest zdecydowanie niesprawiedliwe.
– Nie skorzystam z jego oferty. Sam sobie znajdę pracę – burknąłem, mrużąc oczy. Nie chcę mieć tutaj wobec nikogo tutaj długu wdzięczności, nie na tak wczesnym etapie życia.
– Też mi się wydaje, że lepiej na nim nie polegać – odpowiedział, zerkając na mnie z uwagą. – To trochę dziwne, że aż tak ci pomaga.
– Może czegoś będzie chciał... no ale czego mógłby ode mnie chcieć? Nie mam nic do zaoferowania – powiedziałem, powoli się kierując w stronę tego naszego jeziorka, do którego zaprowadziłem go, kiedy pierwszy raz się tutaj znaleźliśmy. Na tę chwilę miałem dosyć poszukiwań. Spróbuję jutro. Mogę nawet owiec pilnować, byleby tylko były z tego jakieś pieniądze.
– Może powinniśmy sie zgłosić do burmistrza? Lepiej z jego polecenia dostać pracę niż z polecenia tego faceta – zasugerował, zerkając niepewnie między drzewa.
– Zrobię to, jeżeli naprawdę nic mi się nie uda znaleźć. Na razie dalej jeszcze mamy kilka osób, które możemy zapytać. Ale to jutro. Teraz... nie mam ochoty – przyznałem, nieco przygaszony. Domyślałem się, że moce nie zostać przyjęty do moich pierwszych typów... No ale żeby wszyscy mi odmówili? Może jednak widzą we mnie febi człowieka? Albo go czują? I wiedzą, że jestem znacznie słabszy? Jak inaczej to wytłumaczyć? Pewnie myślą, że się nie nadaję do cięższych prac, nie na takich warunkach, do jakich oni są przyzwyczajeni... ale ja naprawdę dam radę. Mogliby chociaż mnie sprawdzić, tak na jeden dzień. Udowodniłbym im, że jestem w stanie dać radę wszelkim wyzwaniom, jakim by mnie poddali.
– Rozumiem. Nie martw się, na pewno coś ci znajdziemy – pocieszył mnie, a ja wręcz zmusiłem się do uwierzenia mu. Bo skoro on mówi, że znajdę pracę, no to ją znajdę. Muszę. Nie ma innej możliwości.
– Kiedy tak mówisz, to jakoś tak mi trochę lepiej – powiedziałem, po czym go pocałowałem w policzek i przytuliłem mocno do siebie. Musi być w końcu coś, co będę w stanie robić, by przysłużyć się tej społeczności. Jestem beznadziejny, ale nie aż tak beznadziejny. Do tej pory dawałem sobie świetnie radę, w dźwiganiu, przenoszeniu, rąbaniu... W każdej fizycznej pracy. Teraz też bym sobie dał radę. Wystarczyłoby, żebym tylko spróbował, zaraz by się przekonali do mnie.
<Owieczko? c:>