Musiałem przez chwilę przeanalizować jego słowa. Brzmiał na zmartwionego, jakby nie chciał, bym w ten sposób zaczął swoją pierwszą pracę tu, ale... czy mam wybór? Do tej pory nikt nie wyraził zainteresowania, by mnie gdziekolwiek zatrudnić. A jak się nie zgłoszę, jeszcze ta informacja pójdzie na wioskę, i wszyscy pomyślą o mnie jakieś okropne rzeczy, że się wymiguję od pracy, że nie szanuję pomocy, i jeszcze bardziej będę miał przewalone. Nie, chociaż nie chcę, bo czuję się dziwnie przez tę pomoc. Nie chcę mu być nic winien. Chcę do wszystkiego dojść sam, ciężką pracą, nie znajomościami, o które się nie prosiłem.
- Nie mam wyjścia. Kto inny mnie zatrudni? A jak się nie pojawię, i to pójdzie na wioskę.... już w ogóle będziemy skończeni – przyznałem cicho i niepewnie, patrząc gdzieś przed siebie.
- A może w bibliotece? Ta pani wydawała się być bardzo miła, może byłaby w stanie dać ci jakąś pracę? - zaproponował, gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni.
- Nie wiem, czy jako pomoc w bibliotece zarabiałbym tyle, by zarobić na siebie, ciebie, i żeby coś jeszcze odłożyć – westchnąłem cicho, trochę rozdarty. Z jednej strony nie chciałem, z drugiej strony bałem się, co się stanie, kiedy się nie zgodzę, czy sobie poradzę w tym miejscu, mając na pieńku z kimś z rady. Tu było w ogóle dobre wyjście? - Chyba pójdę do tej kuźni, i... zobaczę, co to będzie – powiedziałem cicho, niepewnie, szukając wzrokiem naszej chatki. Tak chyba będzie najlepiej. Potrzebujemy pieniędzy, a może bardziej ja potrzebuję. Że też muszę jeść... gdybym nie musiał jeść, wszystko byłoby łatwiejsze, prostsze. Nie musiałbym się niczym przejmować, wtedy prosta praca byłaby idealna. Moglibyśmy wtedy wykorzystać takie pieniądze na nasze małe przyjemności; na czekoladę, na owoce, na jakieś drobiazgi. Może muszę mniej jeść? Może jak zacznę mniej jeść, to mój organizm się przyzwyczai? I będę musiał mniej jeść? Może to jest ten sposób? Ostatnio miałem wrażenie, że jadłem naprawdę za dużo, a tak to nie powinno wyglądać.
- Zawsze możemy zacząć oboje pracować – zaproponował, na co pokręciłem głową. Już coś ustaliliśmy, i ja się tych ustaleń będę trzymał. Na razie zobaczę, jak będzie mnie traktował kowal, bo nie wydawał się zbyt miły, kiedy do niego podchodziłem sam. Jak będzie dla mnie wredny, nie będzie mi dawał zadań ponad moją miarę... cóż, może nie będzie aż tak źle. Bardzo chciałem w to wierzyć.
- Nie ma takiej potrzeby. Na razie jeszcze trochę zapasów mamy, spróbuję w tej kuźni swoich sił, a jak się ludzie do mnie przekonają, spróbuję znaleźć gdzieś pracę. Albo już będę pracował do zimy? Na razie nie mam planów. Znaczy się, mam, ale nie wiem, czy wypalą, do tej pory nic mi się nie udało, więc chyba lepiej nie planować – wyjaśniłem, cicho wzdychając. Muszę dać radę, dla Mikleo, on potrzebuje kogoś odpowiedzialnego, no i ja też muszę być odpowiedzialny.
<Owieczko? C:>