Na jego słowa tylko zamrugałem zaskoczony. Tego... tego się nie spodziewałem. Szczerze. Już byłem pewien, że się nie zgodzi, że będzie do nas sceptycznie nastawiona, że... sam nie wiem. Samych najgorszych rzeczy, to na pewno. W końcu, dla niej pewnie nie jestem dobrym kandydatem. Wilkołaki chyba nie lubią się mieszać z innymi rasami. Chociaż z drugiej strony... jak my się mamy mieszać? Dzieci z tego nie będzie. Nawet jakbym był dziewczyną, nie zastanawiałbym się, czy chcę mieć dzieci z pierwszym chłopakiem czy też nie. Chociaż... ja musiałbym myśleć. A już na pewno chcieć. Teraz też dobrze byłoby je chcieć, w końcu powinienem się szykować na potomka, a jednak tak... sam nie wiem. Nie widzę siebie jako ojca. I nie wiem nawet, czy chcę mieć dzieci.
- Ale.... naprawdę? - zapytałem cicho, niepewnie, dalej nie dowierzając.
- Naprawdę, naprawdę. Napisała, że nie może się doczekać, ze się cieszy się, że będzie mogła cię spotkać i że przygotuje swoje popisowe ciasto – wyszczerzył się szeroko, radośnie, podekscytowany.
- To aż... dziwne. Wie, kim jestem? Nie ma nic przeciwko temu, że nie jestem wilkołakiem? - podpytałem, musząc się upewnić, że nie śnię.
- Wie, i nie, nie przeszkadza jej to. Nie jest tym typem wilkołaka, podobnie, jak i ja. Teraz więc możesz już się szykować, i pakować i wszystko, i... ach, nie mogę się już doczekać! - powiedział podekscytowany, a nadmiar tych pozytywnych emocji spowodował, że pojawił się mu ogon, a w oczach pojawił się ten dziki błysk, tak przeze mnie uwielbiany. I jak ja teraz mam mu nie ulec? No nie potrafię, no. Widzę te oczy, uszka, ogon, i przepadam.
- No jeszcze tydzień. Będziesz musiał do tego momentu wytrwać – powiedziałem cicho, spokojnie, troszkę tym samym tonując jego emocje. Poziom ekscytacji w jego ciele w ostatnich dniach strasznie wzrósł. Nieważne, co bym nie zrobił, co powiedział, on zaraz jest szczęśliwy. Przypominał mi na myśl takiego psiaka, szczeniaka, co jak się coś do niego powie, on zaraz ekscytuje się do granic możliwości. Uroczy widok.
- Tak, wiem, no ale nie mogę się już doczekać. Będziesz się świetnie bawił, nie martw się, zaakceptuję cię, już cię zaakceptowała – obiecał, a jego ogon machał na lewo i prawo.
- Musi mnie wpierw trochę poznać, by mnie zaakceptować. Teraz zna mnie tylko z twoich opowieści, więc oczywiście jestem wyidealizowany, co pewnie jako mądra kobieta wie... ale dobrze wiedzieć, że chce mnie poznać – powiedziałem coś pozytywnego, by przypadkiem nie pomyślał, że jestem niechętny na to spotkanie. Podchodziłem do tego bardziej racjonalnie niż on. No i stres dalej gdzieś tam trochę we mnie jest. - Jak tam test z historii? Masz już wyniki? - zapytałem, chcąc trochę zmienić temat. Do czasu wyjazdu na pewno zdążę się spakować, i kupić mały upominek jego babci... ale wpierw się muszę dowiedzieć, co ta kobieta lubi, by nie było z mojej strony jakiejś wtopy.
<Wilczku? C:>