Od Mikleo CD Soreya

sobota, 15 listopada 2025

|
 Patrząc mu prosto w oczy, uśmiechnąłem się łagodnie i zrobiłem krok w jego stronę. Serce biło mi szybciej, gdy nasze twarze zbliżyły się do siebie, aż w końcu nasze usta zetknęły się w namiętnym, czułym pocałunku. W tamtej chwili przestało mieć znaczenie, czy ktoś mógł nas zobaczyć, liczyło się tylko to, że był obok.
- Kocham cię i nie zostawię cię, nawet jeśli ktoś spróbuje nas rozdzielić - Wyszeptałem, patrząc głęboko w jego oczy, jakbym chciał, aby usłyszał to nie tylko uszami, ale i sercem.
Sorey uśmiechnął się zadziornie, jak tylko on potrafił, po czym chwycił moje policzki w dłonie i ponownie przyciągnął mnie do siebie, składając na moich ustach kolejny, krótki, ale pełen uczucia pocałunek.
Pozwoliliśmy sobie na tę krótką chwilę bliskości, dopóki nie usłyszeliśmy nadchodzących kroków odbijających się echem między regałami. Oderwaliśmy się od siebie niemal jednocześnie. Poczułem, jak policzki płoną mi żywą czerwienią.
Odsunąłem się o krok, próbując wyglądać choć trochę naturalnie.
- Jesteś taki słodziutki, aż chce się ciebie schrupać - Mruknął Sorey półgłosem, na tyle cicho, by tylko ja mogłem to usłyszeć.
- Sorey… - Upomniałem go szeptem, udając oburzenie, choć kąciki moich ust drżały od tłumionego uśmiechu. Chwyciłem najbliższą książkę i dodałem - Chodźmy stąd. - Ująłem jego dłoń i pociągnąłem go w stronę biurka starszej bibliotekarki. Kobieta przywitała nas ciepłym spojrzeniem, które od razu rozluźniło moje spięte ramiona. Sprawnie wypożyczyła nam książki, od czasu do czasu doradzając coś z serdecznością, jakiej rzadko doświadczałem od obcych.
Choć to była prosta biblioteczna formalność, poczułem, jak moje serce robi się nieco lżejsze. Przynajmniej jedna osoba nie patrzyła na nas z góry.
- Miła pani - Powiedziałem cicho, zaciskając dłonie na trzymanej książce, jakbym w niej szukał wsparcia.
Sorey kiwnął głową, a potem ku mojemu absolutnemu zaskoczeniu, pochylił się i pocałował mnie w policzek tak swobodnie, przy wszystkich. Zawstydzenie natychmiast mnie ogarnęło, gorące i intensywne, ale razem z nim przyszło też ciepło, które rozlewało się po mojej klatce piersiowej. Podobało mi się to, co robiliśmy… choć wciąż walczyłem z nieśmiałością, której nie potrafiłem ukryć.
- Sorey… - Mruknąłem, odwracając wzrok w bok, jakbym nagle znalazł coś niezwykle interesującego na na ziemi.
- Przepraszam, Miki. Po prostu… nie mogę się powstrzymać, gdy na ciebie patrzę. Chciałbym, żeby wszyscy widzieli, jak bardzo cię kocham - Powiedział z tą swoją szczerą, rozbrajającą czułością, po czym uniósł moją dłoń i delikatnie ją pocałował.
To było tak słodkie, że aż trudno było mi to wytrzymać bez kolejnej fali rumieńca. On cały był słodki, w tym naturalnym, niewymuszonym sposób, a jednak zawsze mnie peszył swoją otwartością. Może to nie on mnie zawstydzał, tylko fakt, że inni ludzie patrzyli. Nie byłem jeszcze przyzwyczajony do bycia tak… widocznym.
- Wiem o tym doskonale - Odpowiedziałem, gdy uszyliśmy razem w stronę naszego bezpiecznego domu, trzymając się za ręce.
- Tak się zastanawiam… czy jutro chcesz pójść do tej pracy, którą załatwił ci tamten mężczyzna? - Zapytałem, starając się, by mój głos brzmiał neutralnie, choć ciekawość i lekki jednocześnie przebijały się przez siebie.

<Pasterzyku? C:>

Etykiety