Trochę mnie rozbawił, choć oczywiście nie dałem tego po sobie poznać, nie chciałem, by odebrał to w zły sposób. Doskonale znałem jego reakcje na moje zachowanie, zwłaszcza gdy w jego odczuciu sytuacja nie była odpowiednia do żartów czy rozbawienia.
- Nie stresuj się tak. Naprawdę nie ma powodu - Powiedziałem łagodnie. - Przecież ci mówiłem, moja babcia jest cudowną, kochaną osobą. Na pewno się zgodzi i ugości cię najlepiej, jak tylko potrafi. - Złożyłem na jego policzku delikatny pocałunek. Mój panicz westchnął cicho, jakby próbował wypuścić z siebie cały nadmiar niepokoju. Odsunął się od lustra i spojrzał na mnie z lekkim wahaniem w oczach.
- Ja się po prostu martwię - Wyznał, kładąc dłoń na moim policzku w geście, który zawsze mnie rozczulał. - Wiem, kim jestem. I wiem, jak inni na mnie patrzą. - Mruknął, starając się wyglądać jak najbardziej poważnie, choć czułem że bał się tego co może się wydarzyć.
- Nie martw się - Odpowiedziałem, chwytając jego dłoń i ściskając ją delikatnie. - Obiecuję ci, nie będzie tak źle. A nawet jeśli… to co z tego? Najważniejsze, że cię kocham. I nie ma dla mnie znaczenia, co inni o nas myślą. - Po tych słowach musnąłem krótko jego usta, jakby pieczętując tę obietnicę.
Zerknąłem na zegarek i westchnąłem.
- Musimy już się zbierać, inaczej znowu się spóźnimy na zajęcia. - Zauważyłem, nie mogąc się przecież spóźnić prawda? W końcu tego by nie chciał.
- Tak, tak, już idziemy - Odparł, a na jego twarzy pojawił się szybki, ale szczery uśmiech. Ostatni raz pocałował mnie w policzek, po czym ruszył w swoją stronę korytarzem.
- Do zobaczenia Haru- Rzucił jeszcze przez ramię, zanim zniknął za zakrętem.
- Do zobaczenia… - Powtórzyłem szeptem, jakby dla siebie, czując wciąż ciepło jego dotyku.
Na zajęciach czas wlókł się niemiłosiernie. Kompletnie nie mogłem się skupić, a każde spojrzenie na zegar wywoływało lekkie ukłucie niepokoju. Tak bardzo czekałem na wiadomość od babci. Chciałem już wiedzieć, chciałem mieć tę odpowiedź tę jedną, która mogła uspokoić nas obu.
Niech to się już skończy, bo inaczej naprawdę oszaleję.
Mimo że lekcje dłużyły się niemiłosiernie, w końcu dobiegły końca. Ku mojemu zaskoczeniu udało mi się nawet zdobyć kilka dobrych ocen, więc wygląda na to, że mimo wczorajszej, dość pobieżnej nauki coś jednak zostało mi w głowie. Jak dobrze jest mieć wzrokową pamięć, prawie zawsze niezawodną.
Zadowolony i wolny nareszcie od szkolnych obowiązków, ruszyłem po list, w którym miała znajdować się odpowiedź od babci. Postanowiłem otworzyć go dopiero w pokoju, tak będzie lepiej. Szybko więc skierowałem się w stronę drzwi, a uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy, gdy tylko zobaczyłem mojego panicza.
- Daisuke, mam go! Babcia odpisała - Oznajmiłem radośnie, zwracając się do mojego partnera z łagodnym uśmiechem.
Od razu zauważyłem, że jest spięty. A przecież nie miał powodu, prawda? Wszystko miało pójść dobrze, byłem tego pewien. Nie chcąc, by stresował się choć chwilę dłużej, usiadłem obok niego i rozdarłem kopertę, zaczynając czytać list na głos, tak aby każde słowo mogło do niego dotrzeć.
Tak jak się spodziewałem, babcia bez wahania zgodziła się na naszą wizytę i zaprosiła nas do siebie na kilka dni. Czułem, jak w mojej piersi rośnie ulga zmieszana z radością.
- Zgodziła się, a nie mówiłem? - Powiedziałem z triumfalnym, ale ciepłym uśmiechem, spoglądając na niego z czułością.
<Paniczu? C:>