Martwiło mnie mocno zachowanie Mikleo. Coś było nie tak. Zachowywał się inaczej, jakby bardziej paranoicznie? Niby mówił, że się nic nie dzieje, a jednak co chwila zagląda przez ramię, jest zaniepokojony... co go tak niepokoi? Co się dzieje, czego mi nie mówi?
– Hej, w porządku? – spytałem, przyciągając go do siebie, kiedy tylko znalazł się w zasięgu moich rąk.
– Tak, tak, pewnie, po prostu... – tutaj zawiesił głos, a ja wyczułem, że chce mi wcisnąć kolejną wymówkę, coś pomiędzy prawdą a kłamstwem.
– Po prostu coś się dzieje i nie chcesz mi o tym powiedzieć – dokończyłem za niego, nie kryjąc zawodu w głosie. Dzieje się coś złego, a on mi nic nie mówi. Dlaczego? Nie ufa mi? Robię coś nie tak?
– To wcale nie tak – odpowiedział Mikleo, spuszczając wzrok gdzieś w bok, byleby nie na mnie.
– Nie tak? To jak? Co się dzieje? – zapytałem, krzyżując ręce na piersi. Teraz nie odpuszczę. Albo mi powie, albo.... sam nie wiem. Nic mu nie zrobię. Nie chcę go karać, żadną ciszą, żadną kłótnią, nie lubię takich rzeczy.
A może...
Może to już jest naturalny koniec związku?
Zawsze się tak dzieje. Na początku super, milutko, uroczo, a im dłużej to trwa, tym jest gorzej, i ludzie chcą ze mną zerwać. Może to już ten moment? Dostrzegł kogoś lepszego? A może ma mnie dosyć? W czymś mu przeszkadzam? Jakaś cecha jednak mu nie odpowiada? Tylko, czemu mówił mi jeszcze kilkanaście minut temu, że mnie kocha? Może nie chce mnie zranić? Przecież on jest taki dobry, miły, kochany... może nie potrafi? I woli udawać, bo to niby mniej bolesne.
– Za bardzo na nas się tu trochę patrzą. Mam wrażenie, że cały czas czuję na sobie czyjś wzrok – powiedział w końcu.
A więc... to o to chodzi? O wzrok innych? Już o tym gadaliśmy, myślałem, że ten temat jest przegadany. A może potrzebuje więcej czasu? Jest przecież taki delikatny, nie lubi być w centrum, i teraz nagle wszyscy o nim gadają. Może to nawet lepiej, że ja będę pracować wpierw, póki ciepło, i dopóki się do nas przyzwyczają. Bo w końcu przesuwna. Muszą. A jak nie... jak on nie będzie potrafił się przyzwyczaić, jak intensywność spojrzeń się nie zmieni, to po prostu odejdziemy. Mój chłopak nie będzie męczył się w takim miejscu.
– To tylko tyle? Nie chcesz ode mnie odejść? – zapytałem, trochę taki zbity z tropu.
– Czemu miałbym od ciebie odejść? Przecież cię kocham – odparł, kładąc dłonie na moich policzkach.
– Bo po takim czasie zazwyczaj zostaję sam. Może... może już zacząłeś mieć mnie dosyć – wyznałem, przyglądając się mu z uwagą i niejakim skutkiem.
<Owieczko? c:>