Wróciłem spokojnie do jedzenia kolacji, obserwując z rozbawieniem jego postawę. Ależ był podirytowany... chciał więcej, ale nic nie może z tym faktem zrobić... nie na razie. Najpierw muszę zjeść, by nic się nie zmarnowali.
Kiedy mój talerz był pusty, podszedłem do mojego chłopaka, wkładając talerz do zlewu. Następnie stanąłem na palcach i musnąłem policzek Haru, co zadziałało na niego natychmiastowo.
– Czekam na łóżku – rzuciłem do niego cicho, uśmiechając się niewinnie.
Haru znalazł się przy mnie kilka minut później. Od razu nachylił się nade mną i wbił się w moje usta żarłocznie, jakby nie kosztował ich całe życie, a ja z chęcią się mu oddałem. On był mój, a ja byłem jego, i to zamierzałem mu udowodnić.
Następny dzień był bezproblemowy i spokojny. W szkole się nic nie stało, na zakupach się nic nie stało. Dopiero jeszcze kolejnego dnia, kiedy miała przyjść odpowiedź od jego babci, trochę naszedł mnie stres. W końcu... co, jak się nie zgodzi? Albo jak w ogóle nie wyrazi aprobaty na ten związek? Będzie mu kazała ze mną zerwać? Rozpozna moje nazwisko, i zgłosi to mojej babcie? Albo... albo tyle rzeczy się mogło wydarzyć. Może nie powinienem się godzić. Może lepiej żyć cicho, w cieniu, dopóki nie będę miał tej osiemnastki...? Cóż, teraz tak trochę za późno.
Haru z kolei czuł się w drugą stronę; był podekscytowany. Nie mógł się doczekać, jak przeczyta list, który odbierze po zajęciach. Widok takiego podekscytowanego, i szczęśliwego Haru, był dla mnie czymś przyjemnym. I trochę mnie uspokajał. Póki jest szczęśliwy myślę, że mogę przymknąć oko na pewne rzeczy.
– Wszystko w porządku? – zapytał Haru, kiedy rano układałem włosy. Mieliśmy na tę samą godzinę, więc ranek należał do nas. Nie było to takie złe.
– Pewnie – powiedziałem, przyglądając się z uwagą swojemu odbiciu. Wyglądałem nienajgorzej, ale zawsze może być lepiej. Moja konkurencja była duża, większa, niż początkowo sądziłem. W szczególności wpadł mi w oko jeden chłopak, w moim wieku, z ciemnoczerwonymi włosami, okropnie obciętymi, który łazi za nim na przerwach krok w krok. I po co to? Na co? Co on sobie wyobraża? Muszę mu się baczniej przyglądać, może coś kombinować, a to mi się na pewno nie podoba.
– A nie denerwujesz się przypadkiem tym listem? – dopytał, przytulając się do moich pleców. Często tak robił, kiedy poprawiałem włosy, albo myłem zęby, albo ogólnie coś robiłem przed lustrem w łazience.
– Może... może trochę. Nie wiesz w końcu, co odpowiedziała. Może nie chcieć, żebyśmy byli razem, zupełnie jak moja babka – starałem się zabrzmieć spokojnie, beztrosko, chociaż w środku mój żołądek ściskał się niemiłosiernie, obawiając się odrzucenia ze strony kolejnej osoby.
<Wilczku? c:>