Czułem, że Sorey za bardzo się tym wszystkim przejmował. Powtarzałem mu przecież, że nic się nie dzieje, że nie musi się tak martwić. Na pewno tylko mi się wydawało. Tak, zdecydowanie mi się wydawało... Ten mężczyzna nas nie prześladuje, prawda?
A może jednak...?
Nie, dosyć. Nie mogę o tym myśleć, bo zwariuję. Muszę się skupić na nim, na Soreyu, na jego ramionach, na ciepłej miłości, którą tak usilnie stara się mi przekazać. Nie mogę zachowywać się dziwnie, bo od razu coś zauważy, zacznie zadawać pytania. A tego właśnie muszę uniknąć. Jeśli zacznie się martwić... mogłoby się to źle skończyć. Wiem przecież, jak potrafi się zachować, gdy coś go zdenerwuje.
- I ja cieszę się, że cię mam - Wyszeptałem cicho, wtulając się w jego ramiona. - Naprawdę cię kocham - Dodałem, głaszcząc go po policzku.
- I ja ciebie kocham. - Jego głos drżał lekko, jakby był zmęczony powtarzaniem tych samych słów, a jednak mówił je z uczuciem. - Chociaż nigdy nie pojmę, dlaczego ty kochasz mnie. Jestem niegodny twojej miłości. Mógłbyś znaleźć kogoś znacznie lepszego, przystojnego, mądrego, urokliwego, kogoś kto będzie do ciebie po prostu pasował - Znałem te słowa aż za dobrze. Brzmiały jak modlitwa, którą odmawiał codziennie, jak zaklęcie, które miało go uchronić przed samym sobą i przed tym kim jest.
- Kocham cię, bo jesteś cały mój - Odpowiedziałem szeptem, patrząc mu prosto w oczy. - Bo po prostu jesteś. Mój bohater... bez którego wciąż tkwiłbym w wieży. - Podgryzłem delikatnie jego dolną wargę, czując, jak jego oddech przyspiesza.
- Jak księżniczka? - Uśmiechnął się, kładąc dłonie na moich policzkach.
- Jak księżniczka - Powtórzyłem, odwzajemniając uśmiech. - Chodźmy. Jestem ciekaw, co kryje stara biblioteka. - Odsunąłem się od niego, wciąż trzymając jego dłoń. Była ciepła, pewna, tak bardzo różna od chłodu, który od jakiegoś czasu coraz częściej czułem na karku, jakby ktoś nas obserwował. Nie chciałem o tym myśleć. Nie teraz. Teraz liczył się tylko on Sorey i to, że szliśmy razem w stronę drzwi wyjściowych.
Podczas drogi do biblioteki rozmawialiśmy, śmialiśmy się, po prostu byliśmy razem, bez pośpiechu, bez udawania. Nie myśleliśmy o innych. Nie obchodziło nas, czy ktoś patrzy, czy ocenia. Liczyliśmy się tylko my, nasz mały świat, w którym wszystko wydawało się prostsze i prawdziwsze.
Na szczęście, choć sam już nie wiem, czy nasze czy bardziej tych ludzi tutaj, zostaliśmy wpuszczeni do biblioteki. W środku panował przyjemny półmrok i zapach starych książek, który od razu mnie uspokoił. Oddałem się całkowicie tej chwili, szelestowi kartek, rzędom półek pełnych historii, które czekały, by ktoś je odkrył. Nie zauważyłem nawet, kiedy trochę oddaliłem się od Soreya.
Dopiero po chwili poczułem coś niepokojącego. To dziwne wrażenie, że ktoś nas obserwuje, wróciło. Spojrzałem przez ramię, ale między regałami nie było nikogo. Może to tylko moja wyobraźnia... A może naprawdę zaczynam wariować.
- Miki jesteś tu? - Słysząc głos mojego partnera, szybko wzięłam się w garść muszę doprowadzić do porządku.
- Tak... Tu jestem - Zawołałem, wychodząc za regału..
<Pasterzyku? C:>