Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 25 listopada 2025

|
 To nie było takie proste, jak on to przedstawiał. Nie mogę tak po prostu zrezygnować ze świeżej pracy, bo od razu będę spalony gdziekolwiek indziej. I on też, no bo będzie kojarzony ze mną. Jestem w kropce. Zamiast pomagać, Ezekiel chyba bardziej mi zaszkodził... i teraz, tak naprawdę, nie mam pojęcia, co robić. Albo muszę to znieść, jakoś się wyuczyć, albo być porażką dla mojego chłopaka. No bo jak nazwać kogoś, kto nie potrafi utrzymać rodziny? Małej, bo małej, ale rodziny. 
- To normalne, że jest dla mnie niemiły. W końcu, jest mistrzem w swoim fachu, no a ja jestem kompletnym laikiem Nigdy w rękach młota kowalskiego nie miałem, więc musiałem go mocno irytować – odpowiedziałem, śmiejąc się lekko. Chciałem, żeby przestał się mną przejmować, to tylko ciężka praca, w którą nie potrafię. Ale się nauczę. Tak jakby, nie mam trochę wyboru. 
- Ale nie ma prawa cię gnębić. Ma cię nauczać, zgodził się na to... - zaczął Miki, jak zwykle za bardzo się przejmując. 
- Zgodził się? Nie wydaje mi się, by miał za dużo do gadania – powiedziałem cicho, a mój uśmiech nieco zbladł. - Zjem, to co mi przygotowałeś mi do pracy, czegoś się napiję, i chyba się na chwilę położę, wiesz? Trochę zmęczony jestem. 
- Pewnie... te kanapki ci wystarczą. Nie chcesz czegoś jeszcze? - zapytał, przyglądając mi się z uwagą.
- Wystarczy mi... chociaż, nie, nie będę spał. Spędzę z tobą czas – zdecydowałem, uśmiechając się szeroko. Nie mogę iść spać i zostawić Mikleo samego. Cały dzień był sam, i teraz znów go mam samego zostawić? Nie, pewnie jak zjem, chwilę odpocznę, no to będę miał energię, i będę mógł się skupić na Mikleo. Zasługuje na to. W końcu, to wszystko dla niego robię. 
- Oczywiście. Siadaj, jedz, przygotuję ci herbatę – stwierdził, na chwilę znikając w kuchni. To było... dziwne Tak po prostu to stwierdził? Nie kłóci się, nie marudzi? On coś chyba planuje... ale w sumie, co takiego może zrobić? Może nie chce się po prostu kłócić, tylko miło spędzić czas? W końcu, tego chciałbym właśnie po tej beznadziejnej pracy. Skupić się na moim chłopaku, i odpocząć. 
Usiadłem przy stole, wyciągając z torby moje kanapki, które oczywiście były przepyszne. Szkoda, że nie miałem wcześniej  możliwości ich zjeść... ale nie miałem nawet chwili przerwy. Jorn twierdził, że musimy nadrobić czas, który na mnie stracił, no i pracowałem przez bite osiem godzin. Ale jak się wyrobię, będzie lepiej, i będę miał przerwy i... będzie dobrze. Musi być. 
Zjadłem, wypiłem herbatę i Miki poprosił, byśmy się położyli na chwilę na łóżku. Nie rozumiałem, po co, ale skoro ma na to ochotę, no to możemy się położyć. Zresztą, po jedzeniu chyba tak się dobre na chwilę położyć... Mikleo usiadł, a ja położyłem głowę na jego kolanach. Zaczął gładzić moje włosy, bawić się moimi kosmykami, i... jakoś tak... sam nie wiem, w pewnym momencie po prostu oczy zamykały mi się same i w końcu zasnąłem. 

<Owieczko? C:>

Etykiety