Zaśmiałem się nerwowo, drapiąc się po głowie. No tak, mogłem się tego spodziewać, on przecież nie miał pojęcia, jak to jest mieć prawdziwą babcię.
- Cóż, mojej babci się nie odmawia. Jesz to, co ci poda. Nie dyskutujesz, tylko próbujesz wszystkiego i zawsze mówisz, że jest dobre - Wyjaśniłem, wciąż lekko spięty. Moja babcia była kochaną kobietą, ale do odmów miała alergię. Uwielbiała gotować, piec, a zwłaszcza szykować jedzenie na zapas, co w jej wersji oznaczało porcje wystarczającą dla niewielkiej wioski. Podejrzewałem więc, że na nasz przyjazd przygotuje całą armię dań, a on… cóż, będzie musiał przynajmniej spróbować każdego. W przeciwnym razie oboje mielibyśmy kłopot.
- I ty mi to mówisz dopiero teraz? - Oburzył się, prostując się jakby nagle ktoś go szturchnął prądem. - Dlaczego wcześniej nie wspomniałeś, że twoja babcia jest taka… taka wymagająca? Mówiłeś, że jest miła i sympatyczna! A wpychanie komuś jedzenia na siłę nie jest ani miłe, ani sympatyczne - Patrzyłem na niego, walcząc z uśmiechem. On naprawdę nie zdawał sobie sprawy z jednej podstawowej rzeczy. To, co opisywałem, było miłe i sympatyczne, w wersji babcinej. Każda normalna babcia tak robi. To jego była trochę… nietypowa. Może zbyt ostrożna, zbyt powściągliwa, zbyt nowoczesna, żeby wiedział, co oznacza tradycyjne, zjedz jeszcze talerzyk..
- Moja babcia jest całkowicie normalną babcią. Każda starsza kobieta taka jest - Odparłem z lekkim rozbawieniem, wzruszając ramionami. - Ale nie martw się, naprawdę nie będzie tak źle. Najważniejsze, żebyś jadł wszystko chociażby po trochu. Ona tylko chce, żebyśmy się dobrze czuli i żebyśmy wrócili najedzeni. Taki jej sposób okazywania miłości. - Uśmiechnąłem się do niego łagodnie, starając się go uspokoić. On jednak wciąż wyglądał, jakby przygotowywał się na spotkanie z dzikim zwierzęciem, a nie z moją babcią.
- Normalna? - Powtórzył tonem, jakby właśnie usłyszał największe dziwactwo świata. - To babcie takie są? I one tak po prostu się zachowują? - Zmarszczył brwi, całkowicie zdezorientowany. - To jest chore. Nie wolno nikogo do niczego zmuszać - Mruknął, nadal oburzony. Wyglądał, jakby próbował poukładać sobie w głowie nową, niezrozumiałą prawdę o ludzkości, która kompletnie nie pasowała do jego doświadczeń.
Patrzyłem na niego z lekką rozbawioną czułością. Ta jego powaga w sytuacjach, które wymagały tylko odrobiny luzu, zawsze mnie rozczulała. On naprawdę nie miał pojęcia, jak funkcjonują typowe babcie te, które uważają, że miłość wyraża się wielkością porcji na talerzu.
- No cóż, teraz już się nie możesz wycofać - Powiedziałem, miękko, ale z nutą rozbawienia. - Poradzisz sobie. Obiecuję, że nie będzie tak strasznie, jak ci się wydaje. Moja babcia jest fantastyczna, zobaczysz. Nie będziesz żałował. - Nachyliłem się i ucałowałem go w policzek, delikatnie, uspokajająco. Jego oburzenie powoli topniało, choć nadal wyglądał, jakby przygotowywał się mentalnie do jakiegoś kulinarnego egzaminu o wysokiej stawce.
- Nie chcę jeść na siłę. A jednocześnie nie chcę zawieść twojej babci - Mruknął po chwili, kładąc dłoń na czole w geście dramatycznej bezradności.
Patrzyłem na niego z rosnącym rozbawieniem. Wiedziałem, że ta cała sytuacja wydaje mu się absurdalna. I może taka była, jednakże to tylko chwila, kilka dni. Przejdzie, zanim zdąży naprawdę spanikować.
- Zawsze możesz spróbować powiedzieć „nie” - Odparłem, unosząc kącik ust w lekkim, niepewnym uśmiechu. - Ale szczerze mówiąc, myślę, że to się nie uda. Babcia ma pewien… urok osobisty. I determinację. Dużo determinacji. - Spojrzałem na niego łagodnie, próbując dodać mu otuchy, choć sam do końca nie wiedziałem, czy to w ogóle możliwe, kiedy w grę wchodziły babcine pierogi, ciasta i zupy. Z tym nie da się po prostu wygrać.
<Paniczu? C:>