Byłem zaskoczony jego propozycją. Nie spodziewałem się czegoś takiego po nim, a przynajmniej nie tak wcześnie. Może w przyszłości by spróbował, gdyby był bardziej doświadczony, oswojony i mniej zawstydzony. Ale teraz? Nie potrafi nawet tego, co chce robić. Jednakże, skoro chce spróbować, kim bym był, gdybym mu nie pozwolił? Chyba jakimś zwyrolem.
- Jeśli chcesz... - zawiesiłem głos, nachylając się nad nim. - Nie będę cię powstrzymywać – dodałem, składając na jego czole delikatny pocałunek. Zaraz po tym odsunąłem się od niego, czekając na jego polecenia.
- Tylko... nie do końca wiem, jak – przyznał po chwili, powoli podnosząc się do siadu.
- To się musisz przekonać – uśmiechnąłem się do niego szeroko. - Co nieco już wiesz. Podąż trochę za instynktem. Trochę cię pokieruję, ale to ty masz grać pierwsze skrzypce – wyjaśniłem mu spokojnie, czekając na jego ruch.
Mikleo pokiwał głową, a następnie zbliżył się do mnie i zając okrakiem miejsce na moich kolanach. Bardzo dobry ruch. Położył dłonie na moich ramionach, a następnie popchnął mnie tak, bym miękko opadł na poduszki. I tutaj trochę się zatrzymał, nie wiedząc, co robić.
- No i co teraz? - spytałem, kładąc dłonie na jego biodrach. - Jak myślisz, co ja bym teraz robił? - dopytałem, chcąc go trochę nakierować.
Mikleo zarumienił się mocno, zaczynając się wpatrywać w moją klatkę piersiową, jakby były w niej wszystkie odpowiedzi. Zaczął delikatnie przesuwać palcami po moim torsie, badając każdy najmniejszy zarys mięśni. Dopiero po chwili nachylił się i zaczął delikatnie je całować, w różnych miejscach, jakby badał moją reakcję. Wplotłem dłoń w jego włosy, by go delikatnie nakierowywać na miejsca, które były dla mnie szczególnie wrażliwe. Mój chłopak powoli schodził pocałunkami na dół, aż zatrzymał się na linii moich spodni. Uniósł wzrok, patrząc na mnie niepewnie, jakby prosił o pozwolenie. Po co, to ja do końca nie wiem. Przecież sam chciał mi sprawić przyjemność, na co mu pozwoliłem, tak?
- No, same się nie zdejmą – zachęciłem go, na co zarumieniły mu się nawet uszy.
- No tak, tak – mruknął cichutko, chyba trochę... no nie wiem, zażenowany? Niepewny?
- Jeśli nie chcesz, nie musisz. Jeszcze nie raz będziesz miał okazję się wykazać – odpowiedziałem, gładząc jego policzek.
- Nie, nie, ja chcę, tylko... nie wiem, jak – powiedział cicho, niepewnie, patrząc wszędzie, tylko nie na mnie.
- Zawsze mogę wpierw pokazać na tobie, co robić – zaproponowałem, nie mając z tym problemu. W końcu, to będzie o wiele lepsza nauka, niż takie zwykłe instruowanie go. A i może sam nabierze więcej odwagi?
<Owieczko? C:>