Od Soreya CD Mikleo

piątek, 7 listopada 2025

|
 Dopiero teraz się zorientowałem, że w sumie, to nie miałem koszulki. W końcu, po co mi ona? Wygodniej mi bez niej, a i Miki jakoś tak się chętniej do mnie przytulał. I tak się teraz zacząłem zastanawiać, czy ja otworzyłem temu mężczyźnie drzwi, kiedy to nie miałem na sobie koszulki? Trochę wstyd, że musiał mnie widzieć w takim wydaniu. Chociaż, jakby tak patrzeć na to z innej strony, nie była to moja wina. Nie spodziewałem się go. Nikt nie poinformował nas, że tutaj takie dobrocie się dostaje na start. Właściwie, to nawet odniosłem wrażenie, że ten początek miał być taki trudny, prawdziwe wejście w dorosłość... i byłem na niego gotowy. A tu taka niespodzianka, którą to odebrałem w zdecydowanie nieodpowiednim stroju. 
No, ale ja byłem u siebie, więc niech się wstydzi ten, kto widzi.
– Racja, trzeba się dobrze zaprezentować, by wywrzeć dobre wrażenie i dostać pracę – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego ładnie. 
– Masz rację, pierwsze wrażenie jest bardzo ważne – odpowiedział, odwzajemniając uśmiech. Jakiż on był wspaniały... mógłby się uśmiechać cały czas, i nigdy mi się to nie znudziło. 
– Zaraz wrócę – odpowiedziałem, na szybko całując go w czoło i zaraz po tym zniknąłem w łazience. 
Tam się przebrałem, przemyłem twarz, umyłem zęby i kiedy tylko poprawiłem ubranie, opuściłem ją. Byłem pewien, że chyba zrobiłem wszystko, co do zrobienia było. Kiedy jednak zobaczyłem Mikleo i jego spojrzenie, trochę zwątpiłem. O czymś musiałem zapomnieć... tylko o czym? W tym momencie Mikleo do mnie podszedł i zaczął poprawiać moje włosy. No tak, włosy... jak je rano przeczesałem, tak je zostawiłem, bo jak na razie po co się miałem nimi przejmować? I tak lepiej wyglądać nie mogły. 
– No, teraz jest znacznie lepiej – odpowiedział, uśmiechając się lekko. 
– No nie wiem... ja tam nie widzę wielkiej różnicy – przyznałem, przyglądając się w lustrze. Może tylko nieco lepiej ułożone... No ale tylko odrobinkę lepiej. 
– Najważniejsze, że ja widzę. A skoro ja widzę widzę, to znaczy, że każdy inny też zobaczy – odparł, wyciągając dłoń w moją stronę, którą to ja bez wahania złapałem. To było bardzo miłe z jego strony, że chce mi towarzyszyć. W końcu, nie musi. W tym sezonie to moje zmartwienie, więc tylko ja powinienem chodzić, a on mógłby sobie siedzieć tu w domku. Czemu nie chce odpoczywać? Był w końcu przez tyle lat zmuszany do pracy, wykorzystywany, a teraz może odpoczywać ile chce. Czemu z tego nie korzysta? Przy mnie może sobie pozwolić na lenistwo, na spokój... Szkoda, że nie chce sobie na to pozwolić. Może przy mnie się nauczy odpoczynku, i tego, że nie wszystko jest na jego barkach. 
– Więc co, teraz wyglądam bardziej przystojnie? – zapytałem z głupkowatym uśmiechem kiedy kierowałem nas do drzwi. 

<Owieczko? c:>

Etykiety