To były bardzo mądre pytania. Przyszłościowe. A skoro myślał o przyszłości, może znaczyło, że myślał o nas naprawdę na poważnie. To dobra wiadomość. I będę musiał coś wymyślić, by ten kontakt utrzymać, wyjść ze sprytnym rozwiązaniem. Mam do tego głowę, więc może uda mi się coś wymyślić. Musi. Nie mam za bardzo innego wyjścia.
– Pracuję nad czymś. W świecie ludzi jest urządzenie, dzięki którym mogą się kontaktować na odległość. Chcę je przekształcic tak, by działało mu nas. Może udałoby mi się stworzyć dwa prototypy, jeden dla mnie, drugi dla ciebie. W ten sposób moglibyśmy mieć codzienny kontakt. A jak chodzi o wizyty, chyba lepiej, abym to ja jeździł do ciebie, na niektóre weekendy. Zawsze mogę mówić, że jadę do domu, załatwić coś ważnego. Albo nic nie będę mówić. Mam prawo wracać do domu co weekend – powiedziałem spokojnie, już sobie powoli wszystko w głowie układając. Pół roku. Tyle mam, by stworzyć coś, co działa, albo względnie działa. To tylko dwa połączone urządzenia, myślę, że to nie będzie aż tak skomplikowane, kilka pomysłów mam.
– To niedużo – zauważył ze smutkiem.
– Wiem, że ta perspektywa nie prezentuje się za ciekawie... Ale zapewniam cię, że jeżeli już się uda, przetrwamy ten ciężki okres, nie pożałujesz – dodałem, gładząc jego policzek. Coś czułem, że jeśli naprawdę to przetrwamy, ten związek będzie silniejszy niż kiedykolwiek. Będzie to wymagało wielu wyrzeczeń, i z mojej strony, i z jego. No ale jeżeli naprawdę mu zależy, to nam się uda. Nie widzę powodu, dla którego i ja mam się nie starać. Dobrze mi z nim. Chcę z nim być. Więcej powodów raczej nie potrzebuję.
– I jak już będziesz pełnoletni, to będziemy mogli być tak oficjalnie ze sobą? – zapytał, przyglądając mi się z nadzieją w oczach.
– Tak. Nie będzie mi mogła niczego zabronić. A jak bardzo będzie źle, będzie coś kombinowała, to w najgorszym wypadku sprzedam jej swoje udziały w firmie... i będę wolny. Całkowicie wolny – powiedziałem, uśmiechając się delikatnie. To w sumie też nie byłby zły pomysł. Poza funduszami nie miałbym nic, ale dalej bym miał kontakty... Cóż, coś bym wymyślił. – Musimy tylko to wytrzymać – dodałem, wplatając palce w jego włosy.
– Tylko to wytrzymać – powtórzył, chyba mało pocieszony.
– Na razie mamy przed pół roku, który mamy przeżyć razem. I na tym się skupmy – poprosiłem, po czym go pocałowałem w policzek. – A jeszcze bardziej się skup na obiedzie. Trochę jednak głodny jestem, a ty nawet nie zdążyłeś pokroić warzyw – dodałem, chcąc przekierować jego uwagę na coś innego.
<Wilczku? c:>