Od Mikleo CD Soreya

piątek, 7 listopada 2025

|
 Nie do końca rozumiałem, co miał na myśli, dopóki nie dostrzegłem skrzynki wypełnionej po brzegi produktami spożywczymi. Zmarszczyłem brwi ze zdziwienia, próbując pojąć, co się właściwie wydarzyło. Dlaczego dostaliśmy te rzeczy? Czy każdy nowo przybyły dostaje taki podarunek? Nie miałem pojęcia i przyznam, że cała sytuacja trochę mnie zaskoczyła.
- Mówił ci ten pan, dlaczego podarował ci te produkty? - Zapytałem, odkładając na talerz porcję gorącej jajecznicy. Obok ułożyłem kilka kromek chleba, które idealnie do niej pasowały.
- Powiedział, że jesteśmy tu nowi i pewnie nie mamy jeszcze zbyt wiele jedzenia. Dlatego chce nam pomóc, dopóki się nie zaaklimatyzujemy - Odpowiedział spokojnie, stawiając skrzynkę na stole.
- Cóż, to całkiem miłe z ich strony, nie sądzisz? - Stwierdziłem, uśmiechając się lekko, po czym postawiłem przed nim talerz. Nie zapomniałem też o kawie, którą tak lubił, na szczęście mieliśmy jeszcze trochę zapasów. 
- Tak, to naprawdę miłe - Pzyznał Sorey, od razu chcąc rozpakować produkty ze skrzyni, żebym nie musiał się tym zajmować. Pewnie nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie to, że kawa już była gotowa, a śniadanie przygotowałem specjalnie dla niego.
- Zostaw to, usiądź i jedz. Ja się tym zajmę, spokojnie - Powiedziałem, delikatnie zabierając mu skrzynkę z rąk. Stanąłem na palcach by musnąć jego policzek szybkim pocałunkiem. - Smacznego - Dodałem z uśmiechem, po czym zacząłem wyciągać ze skrzyni wszystkie produkty, odkładając je na swoje miejsce w kuchni. W końcu to ja byłem tym, który miał tu gotować i dbać o nasze posiłki.
- Dziękuję, skarbie - Odparł Sorey, siadając do stołu. Jego spojrzenie zmiękło, gdy popatrzył na talerz z jajecznicą i kromkami chleba. Ja w tym czasie zdążyłem już uporządkować kuchnię i umyć naczynia. Gdy w końcu usiadłem obok niego, uśmiechnął się szerzej i podał mi łyżkę.
- Spróbuj, proszę - Powiedział ciepło.
Zjadłem odrobinę, a on obserwował mnie z lekkim rozbawieniem. - Wiesz, jest naprawdę pyszna. Dziękuję - Stwierdził, kończąc posiłek i spoglądając na mnie z promiennym uśmiechem, od którego zawsze miękło mi serce.
- Cieszę się, że mogłem coś dla ciebie zrobić - Odpowiedziałem, odwzajemniając jego spojrzenie. Czułem satysfakcję, że znów mogłem zadbać o coś tak prostego, a jednocześnie ważnego. - To co? Mimo tych wszystkich nowych produktów... chciałbyś dziś rozejrzeć się za jakąś pracą, czy może odpuścimy i spędzimy dzień w łóżku? - Zapytałem, dając mu wybór, chcąc aby sam wybrał.
Sorey wstał od stołu, odstawił talerz do zlewu, po czym podszedł do mnie i położył dłonie na moich biodrach.
- A co mi zaoferujesz, jeśli zostaniemy w domu? - Zapytał z szerokim uśmiechem, szczerząc się jak głupi do sera.
- Wspólne leżenie i rozmowy. Nic więcej nie mogę ci teraz dać - Odpowiedziałem spokojnie, a jednocześnie z lekkim uśmiechem, przesuwając palcami po jego nagim torsie, drażniąc go celowo, by zobaczyć to charakterystyczne drgnięcie mięśni.
- Hm... - Mruknął, udając zamyślenie. - W takim razie może zamiast tracić czas na leżenie, zrobię coś ze sobą i poszukam pracy. To chyba lepszy pomysł. - Stwierdził spokojnie.
- Oczywiście, w takim razie musisz się ubrać i doprowadzić do porządku, żebyśmy mogli opuścić dom - Dodałem używając tonu półżartobliwego.
Nie chciałem, żeby ktokolwiek zobaczył go w takim stanie. Te widoki były zarezerwowane tylko dla mnie i nie zamierzałem się nimi z nikim dzielić.

<Pasterzyku? C:>

Etykiety