Kiwnąłem energicznie głową, skupiając się na posiłku, który przede wszystkim przygotowywałem dla niego. Chciałem, by wyszedł dobrze. Chciałem, by był zadowolony. Choć to zwykłe danie, niewymagające wiele czasu, wydawało mi się, że jeśli tylko włożę w nie serce, może okazać się wystarczająco dobre, by zadowolić jego podniebienie.
- Przepraszam... trochę się zamyśliłem - Przyznałem po chwili, nerwowo się śmiejąc. - Po prostu zbyt często wybiegam myślami w przyszłość. Naprawdę bardzo poważnie myślę o nas, dlatego czasem trudno mi się skupić na tym, co dzieje się tu i teraz. - Miałem się skupić na warzywach, które kroiłem, a zamiast tego znów odpływałem w myśli o przyszłości, niepewnej, pełnej wątpliwości i obaw. To wszystko nie wyglądało najlepiej. Martwiłem się, że jeśli nie wezmę się w garść, zawiodę jego zaufanie.
~Na Boga, muszę się skupić!,~ Przemknęło mi przez myśl. Nie mogę pozwolić, by czekał z pustym żołądkiem, kiedy jestem tu właśnie po to, by mu pomóc.
- Nie myśl o tym, tylko się pośpiesz. Jestem głodny - Upomniał mnie z lekkim zniecierpliwieniem, sprowadzając mnie na ziemię.
- Oczywiście! Już kończę, daj mi jeszcze chwilę - Odpowiedziałem pospiesznie i od razu wróciłem do gotowania, tym razem całkowicie skupiony na zadaniu.
Obiad przygotowałem w ciszy, skupiony i zdeterminowany. Trwało to może pół godziny, choć dla niego pewnie dłużyło się niemiłosiernie, głód potrafi przecież zamienić każdą minutę w wieczność. Zapach smażonych warzyw i przypraw wypełnił chatkę, a jego żołądek, jak sądziłem po cichych westchnięciach, pewnie już dawno dopominał się jedzenia.
- No, gotowe - Powiedziałem w końcu z satysfakcją, stawiając naczynie na stole. - Proszę, posiłek podany. - Ułożyłem sztućce i poprawiłem talerze, by wszystko wyglądało schludnie. To drobiazgi, ale chciałem, żeby widział, że się staram.- Smacznego. Mam nadzieję, że ci zasmakuje - Dodałem z uśmiechem. Naprawdę miałem taką nadzieję. Starałem się przecież, by nawet prosty posiłek był wyjątkowy, choć trochę przypominał te potrawy z restauracji, do której kiedyś mnie zabrał.
Daisuke zasiadł przy stole i bez pośpiechu nabrał pierwszy kęs. Przez chwilę tylko milczał, jakby chciał naprawdę poczuć smak potrawy. Powoli przeżuł kawałek mięsa z ryżem, po czym uniósł wzrok w moją stronę.
- To smakuje całkiem dobrze - Przyznał z zadowoleniem i sięgnął po kolejny kęs.
Poczułem, jak moje serce bije szybciej z radości którą odczułem, to było naprawdę miłe, bo w końcu starałem się dla niego jak tylko mogłem...
- Bardzo mnie to cieszy - Odparłem z uśmiechem, czując, jak policzki zaczynają mi lekko płonąć.- Może nie smakuje tak jak posiłek w restauracji, ale starałem się najlepiej, jak tylko potrafiłem. Chciałem, żebyś był zadowolony... i żeby ci smakowało to, co dla ciebie przygotowałem. - Uśmiech nie chciał zejść mi z twarzy. Czułem się wręcz głupio szczęśliwy, jak dziecko, które usłyszało pochwałę od kogoś ważnego. Może to tylko zwykły obiad, ale dla mnie był czymś znacznie więcej. Siedziałem naprzeciwko osoby, którą kochałem, i dla której gotów byłem oddać wszystko, co miałem.
Każdy jego ruch, każde spojrzenie sprawiało, że świat wydawał się prostszy, a wszystkie moje lęki, mniej istotne. Było po prostu idealnie, tak jak być powinno.
<Paniczu c:>