W pierwszej chwili nie zrozumiałem, o co mu chodzi. Co ja mu obiecałem, że teraz nie pamiętam? Chciał czekoladę, no to zrobiłem. Rano zrobiłem herbatę. Wszystko w sumie ogarnąłem, posprzątałem... co ja mu obiecałem? Dzisiaj już na pewno nic, było wcześnie, więc nic mu nie zdążyłem obiecać. Wczoraj? Co się działo wczoraj? Może... może coś właśnie wczoraj? Wczoraj dotarliśmy, zjedliśmy, zwiedzaliśmy, napiliśmy się... i to wszystko, więcej grzechów nie pamiętam.
- A.. co ja ci obiecałem? - spytałem w końcu, mając dosyć myślenia. Zamiast zgadywać, chyba lepiej zapytać.
- No wiesz co. Mieliśmy to robić wieczorem, ale ja się upiłem. A dzisiaj z rana mieliśmy się stawić u rady. No a teraz... teraz mamy czas – wyjaśnił, cały tak uroczo się rumieniąc. I szczerze, gdyby nie ten rumieniec, to ja bym się nie domyślił. Czemu on nie może mi powiedzieć wprost, że chce się kochać? To byłoby znacznie łatwiejsze, niż takie podchody, żebym się domyślał, albo pamiętał coś, co kurczę obiecałem wczoraj. To nie dla mnie takie pamiętanie.
- A co mieliśmy robić wieczorem? Bo wiesz, jakoś tak... no, nie pamiętam. Coś mi pamięć szwankuje – wyszczerzyłem się chcąc, żeby to powiedział na głos. Trzeba przełamywać swoje bariery.
- Chodzi mi o... kochanie się – powiedział to tak cicho, że ledwo go usłyszałem, a czerwony był tak strasznie, że przywodził mi na myśl truskaweczkę, albo pomidora.
- Ach, no i od razu lepiej. Nie martw się, skarbie. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – wymruczałem, a następnie złączyłem nasze usta w pocałunku, kładąc dłonie na jego biodrach. - Tylko, musisz mówić. Muszę cię słyszeć. Bo ja głupi jestem, a pamięć to mam jeszcze gorszą. Trzeba mi przypominać o takich rzeczach – wymruczałem, od razu kładąc go na miękkim materacu. W końcu się mogę go popodziwiać, zająć się nim... ależ wspaniale będzie znów go poprowadzić.
- Wcale nie. Gadasz tak, bym ci pobłażał, i łagodniej traktował – burknął, lekko pusząc swoje słodkie policzki. Moje maleństwo słodkie. Schrupać go to za mało.
- Stwierdzam proste fakty, bo prosty chłopak jest. Przykładowo, kiedy widzę cię takiego zarumienionego, już ledwo myślącego, to nie mogę się powstrzymać od tego – tutaj podwinąłem jego koszulkę i złożyłem pocałunek na jego brzuchu. Ten drobny gest sprawił, że zadrżał lekko, niepewnie, zaciskając palce na moich włosach. - Daj się ponieść, Owieczko. Komunikuj mi. Tak będzie prościej – poprosiłem, schodząc tymi pocałunkami niżej, na jego podbrzusze, uda, celowo unikając tej najwrażliwszej części.
<Owieczko? C:>