Od Mikleo CD Soreya

niedziela, 9 listopada 2025

|
 Uniosłem jedną brew, podpływając bliżej mostu, na którym siedział mój partner, chcąc lepiej przyjrzeć się no twarz, którą tak lubiłem obserwować.
- Wspaniałe widoki, powiadasz? - Zapytałem z lekkim uśmiechem, unosząc głowę ku niemu. - A co takiego wspaniałego jest w tym zbiorniku?
- Oparłem dłonie na jego nogach, czując ciepło jego skóry przebijające przez materiał spodni.
Mój partner pochylił się nieco, musnął moje czoło delikatnym pocałunkiem, a jego dłoń powędrowała na mój policzek.
- Wiesz - Zaczął miękko, z tym znajomym tonem, od którego serce zawsze biło mi szybciej - Mam na oku pewną piękną istotę. Nie tylko pływa w tym zbiorniku, ale i… jest moja. Kocham ją, choć wciąż nie rozumiem, dlaczego ona kocha mnie. Nie jestem przecież idealny, a jednak ktoś taki jak on wybrał mnie, na dobre i na złe. - Mówiąc to, zaczął bawić się moimi mokrymi włosami, jakby nieświadomie próbując zatrzymać tę chwilę na dłużej.
- Myślę, że kocha cię, bo jesteś najcudowniejszy na świecie - Odpowiedziałem, udając, że nie wiem, o kim mówi. - Bo dajesz mu to, czego naprawdę potrzebuje. Bezpieczeństwo, miłość, spokój… i jesteś przy nim zawsze, gdy tego potrzebuje. - Spojrzałem na niego z uśmiechem, ale on tylko pokręcił głową.
- Nie jestem pewien, czy jest aż tak idealny - Mruknął z lekkim uśmiechem. - Może trochę za bardzo go idealizujesz, wiesz?- Zaczął, jak zawsze nie wierząc w swoje możliwości, cały on nic dodać nic ująć.
- Hmm… - Zamyśliłem się teatralnie. - Najwidoczniej jestem bardzo naiwny. Ale wiesz co? Naiwność jest dziś w cenie. - Cmoknąłem go w nos i z uśmiechem zanurzyłem się z powrotem w wodzie, pozwalając, by chłód objął mnie jak znajomy dotyk.
Pływałem jeszcze przez chwilę, wsłuchując się w cichy plusk i śmiech Soreya gdy robiłem coś zabawne. Dobrze że byłem w stanie, z taką łatwością poprawić mu nastrój..
Niestety lub stety w końcu samotność w wodzie zaczęła mnie nużyć, a serce ciągnęło z powrotem do niego.
Wyszedłem więc na brzeg i usiadłem obok, a on bez słowa objął mnie ramieniem, nie przejmując się zimną wodą którą spływała z moich ubrań...
Siedzieliśmy tak długo, rozmawiając, śmiejąc się, czasem milcząc, jakby cisza też była formą rozmowy.
Nie potrzebowaliśmy niczego więcej.
Byliśmy po prostu razem. A to wystarczało, by świat wydawał się doskonały i tylko nasz..
W końcu jednak musieliśmy wracać. Sorey zaczynał odczuwać głód, jak zwykle dowiedziałem się o tym przypadkiem, słysząc ciche burczenie jego brzucha. Zawsze tak jest. Mógłby po prostu powiedzieć wprost, że czegoś potrzebuje. Naprawdę, nie jestem jasnowidzem, żeby się wszystkiego domyślać.
Droga powrotna była spokojna. Sorey szedł obok mnie w milczeniu, a nasze dłonie splatały się odruchowo.
Nie spodziewałem się, że jeszcze dziś spotkamy tego samego mężczyznę, który wcześniej proponował Soreyowi pracę. Kiedy nas zauważył, ruszył w naszym kierunku z nieco wymuszonym uśmiechem. Wyglądał na kogoś, kto ma konkretny cel i, jak mi się zdawało, tym celem był Sorey. Może chciał ponowić ofertę pracy? W końcu, o co innego mogło mu chodzić?
- Jesteście! - Zawołał, gdy tylko się zbliżyliśmy. - Udało mi się porozmawiać z kowalem. Jeśli zechcesz, możesz zacząć od jutra. - Słowa skierował bezpośrednio do Soreya, ale jego wzrok powędrował niżej, ku naszym splecionym dłoniom. Przez krótką chwilę widziałem, jak jego twarz lekko się napina, cień niezadowolenia przemknął przez jego rysy. Nie wiem, czy próbował to ukryć, ale zauważyłem. Coś mu się w tym wszystkim nie podobało. Chciał coś powiedzieć, to było oczywiste, lecz najwyraźniej coś go powstrzymało, tylko nie są bardzo wiem co.

<Pasterzyku? C:>

Etykiety