Musiałem się chwilę zastanowić nad jego propozycją. W gruncie rzeczy, nie była aż taka zła. Jeśli faktycznie da się to tak zorganizować, że on będzie pracował w okresie letnim, a ja w zimowym, to może rzeczywiście wyjdzie nam to na dobre. Dla nas obojga.
- Dobrze - Powiedziałem w końcu, z lekkim uśmiechem. - To wcale nie taki zły pomysł. Jeśli faktycznie się uda, możemy spróbować w ten sposób pracować. A jeśli nie… cóż, później będziemy się tym martwić. - Zgodziłem się z nim, czując, że to naprawdę rozsądne rozwiązanie. Nieidealne, ale wystarczająco dobre, by spróbować.
Sorey, słysząc moje słowa, bardzo się ucieszył. Uśmiechnął się szeroko i przytulił mnie z całych sił, jakby w tym uścisku chciał przekazać całą swoją wdzięczność.
- Dziękuję, Miki. Cieszę się, że dajesz mi szansę - Wyszeptał z ciepłem w głosie. Cieszył się, jakby nikt wcześniej nie dał mu podobnej okazji. Może faktycznie tak było. Może dlatego to dla niego aż tak wiele znaczyło.
- No już, już, wystarczy tej ekscytacji - Zaśmiałem się cicho, gładząc go po włosach. - Widzę, że jesteś zmęczony, więc chodźmy spać. Jutro też będzie dzień, znajdzie się czas na rozmowę. - Sam czułem, że ten dzień był wyjątkowo długi. Zbyt wiele się wydarzyło, zbyt wiele usłyszeliśmy i zobaczyliśmy. Choć jeszcze nie było późno, obaj byliśmy wyraźnie zmęczeni.
- Dobranoc, Miki - Szepnął, przytulając mnie jeszcze mocniej i otulając swoimi skrzydłami. Nie do końca rozumiałem, dlaczego to robił, ale widziałem, że czuł się tak bezpieczniej. A skoro tak, kim byłem, by to negować?
- Dobranoc - Odpowiedziałem cicho, pozwalając, by sen powoli mnie ogarnął. Zasypiałem spokojnie, czując ciepło i bezpieczeństwo u boku ukochanej osoby.
Obudziłem się wcześnie, jak zwykle. W moim przypadku to nic dziwnego, poszliśmy spać wcześnie, a ja nigdy nie lubiłem marnować dnia na sen. Sorey natomiast był zupełnym przeciwieństwem. Uwielbiał spać długo i spokojnie. Nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie, jego spokojny oddech działał na mnie kojąco.
Wstałem cicho, uważając, by go nie obudzić. Wysunąłem się spod jego skrzydeł, doprowadziłem do porządku, a potem zabrałem się za przygotowanie śniadania, nic wielkiego, ale chciałem, żeby po przebudzeniu miał coś ciepłego do zjedzenia.
Kiedy rozbijałem jajka, pomyślałem, że dobrze byłoby dziś rozejrzeć się po okolicy. Trzeba będzie w końcu poznać ludzi, poszukać pracy, znaleźć swoje miejsce w tym nowym kręgu. Miałem przeczucie, że prędzej czy później i tak nie będziemy mogli tego uniknąć.
- Miki, co to za zapachy? - Usłyszałem za sobą jego senny głos.
Odwróciłem jedynie głowę w jego stronę aby zobaczyć, jak Sorey zaspany przeciera oczy, po czym obejmuje mnie od tyłu, opierając głowę na moim ramieniu.
- Jajecznica - Odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. - Nic wyjątkowego, ale myślę, że wystarczy. Przynajmniej na razie. Nie mamy zbyt wielu składników. - Trochę mnie to martwiło. Jeśli szybko nie znajdziemy pracy, zapasy się skończą. A wtedy… co on będzie jadł? - Może poszukamy dziś razem pracy? Oczywiście pamiętam o naszej umowie, ale chyba mogę pomóc ci w szukaniu pracy? - Dodałem, obdarowując go ciepło uśmiechem.
<Pasterzyku? C:>