Brzmiało zwyczajnie, ale czy mi to przeszkadzało? Niekoniecznie. Sam nic lepszego nie byłem w stanie zrobić, co najwyżej zamówić jedzenie z restauracji, tak, jak ostatnio. Z tego co pamiętałem, ten bardzo mu smakował. Czasem może będę to powtarzał. Jest jeszcze tyle dań, które musi poznać... następny w kolejne zdecydowanie będzie tatar. Coś czuję, że takie surowe mięso może mu posmakować, i to bardzo.
– Nie będę wybrzydzać – odpowiedziałem cicho, spokojnie, uśmiechając się do niego łagodnie. Brzmiało to tak, jakby nie było już nic innego w lodówce... a ja nie robiłem jakoś niedawno zakupów? – Jeśli czegoś brakuje na następne dni, zapisz mi na kartce. Gotować nie potrafię, ale zakupy już zrobić potrafię – zaproponowałem, chcąc się do czegoś czasem przydać. W kuchni to ja jestem do niczego, choćbym bardzo chciał. Wszystko, co potrafię, to czytać i wykonywać polecenia, ale gdybym tak miał wejść do kuchni i stworzyć coś tak sam z siebie... pustka w głowie. Nic bym nie wymyślił, nic bym nie zrobił.
– W porządku, będę mieć to na uwadze. A może jutro pójdziemy na te zakupy razem? Wiesz, mieszkamy w końcu razem, więc to powinno być normalne dla innych – zaproponował, znów krzycząc z kuchni. A do mi się nie spodobało, bo i ja muszę mówić podniesionym tonem. Dlatego też odszedłem od biurka, by podejść do niego. Nie zamierzałem w końcu krzyczeć, nie chciało mi się.
– Nie mam problemu z tym, by pójść samemu zrobić zakupy, znam tutaj sklepy z żywnością o wysokiej jakości... no i chcę też mieć swój mały wkład w tworzenie tych dań. Jeżeli jednak chcesz mi towarzyszyć, nie będę miał nic przeciwko – odpowiedziałem, opierając się o framugę i obserwując, jak obiera i kroi warzywa. Robił to wszystko tak... Ładnie. Operował nożem bez żadnych problemów, a to wcale nie było takie proste, już ja coś o tym wiem. Ja sam miałem z tym problemy, w moich rękach było to bardzo toporne narzędzie. Byłem pewien, że gdybym pracował z nim więcej, w końcu bym się zranił.
– Więc... nie będzie ci moje towarzystwo przeszkadzać? – spytał, zerkając na mnie kątem oka. Chyba miał mi za złe to moje dzisiejsze zachowanie na korytarzu. Cóż, możliwe, że trochę spanikowałem. Ale finalnie się nic nie stało, całe szczęście. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby ktoś to zauważył.
– Nie. Jak sam zauważyłeś, mieszkamy razem, wspólne zakupy to coś normalnego. Zawsze mogę wytłumaczyć dogadaniem się. Kiedy osiągnę pełnoletność, nie będę już się musiał ukrywać. I jak wytrwamy... Będziemy mogli to publicznie ogłosić – dodałem cicho, uśmiechając się przepraszająco. To mnóstwo czasu, ale jeżeli wyteawanh w tych ciężkich próbach, na pewno nie pożałuje.
<Wilczku? c:>