Zastanowiłem się przez chwilę nad jego słowami. Jego pełnoletność… to przecież ogrom czasu. Ukrywać się przez tyle lat? Nie wiem, czy naprawdę bylibyśmy w stanie. Nie dlatego, że brakuje mi odwagi, bo chcę spróbować, naprawdę chcę, ale świat nie zawsze daje nam tyle, ile sami chcielibyśmy z niego wziąć.
Za niecałe pół roku kończę szkołę. Mimo moich wpadek i chwil, w których zachowywałem się nie najlepiej, moje oceny nie są złe. W głębi duszy wiem, że mógłbym osiągnąć więcej. Zawsze marzyłem o tym, by zostać detektywem, odkrywać prawdę, łączyć fakty, które innym umykają. Tylko że, aby to zrobić, muszę iść dalej, uczyć się, rozwijać. Problem w tym, że w tym świecie niewiele już mogę zdziałać.
Może powinienem poszukać swojego miejsca gdzie indziej? W innych frakcjach, wśród innych istot? Może tam uda mi się lepiej zrozumieć siebie. A jeśli nie… zawsze pozostaje świat ludzi. W końcu tam mógłbym być kimś innym. Kimś bardziej potrzebnym, kimś, kto ma znaczenie. Jeszcze nie wiem, jak miałbym to wszystko rozegrać jak, będąc wilkołakiem, odnaleźć się w świecie, który mnie nie zaakceptuje. Ale wiem jedno: jeśli tylko naprawdę się postaram, jeśli włożę w to całe serce znajdę sposób, by wszystko ułożyć tak, jak trzeba.
Tylko jedna myśl nie daje mi spokoju. Gdy już wyrzucą mnie z akademika a wiem, że ten moment nieuchronnie nadejdzie, czy będę mógł nadal spotykać się z moim paniczem? To właśnie tego boję się najbardziej. Jeśli nie będę mógł tu mieszkać, każda moja wizyta może wzbudzać podejrzenia. A przecież nie chcę, żeby przez moją obecność cokolwiek mu się stało. Nie mógłbym sobie tego wybaczyć.
Chyba powinienem przemyśleć to wcześniej. Teraz na zmiany jest już zdecydowanie za późno.
Mój panicz, który stał za mną, podszedł bliżej, jakby dostrzegł malujące się na mojej twarzy zastanowienie. Widział, że coś mnie trapi, a może nawet czuł to głębiej, w końcu jego moce pozwalały mu na rzeczy, które dla innych były niemożliwe. Był doskonały w tym, co potrafił, niebezpieczny, a jednocześnie fascynujący, idealnie odzwierciedlający jego cudowną, tajemniczą naturę.
- Co cię tak trapi? - Zapytał cicho, kładąc dłonie na moich ramionach. Jego dotyk był pewny, a zarazem delikatny.
- Mnie? Nic... - Odpowiedziałem po chwili, trochę go okłamując. Nie dlatego, że chciałem go oszukać, ale po prostu nie byłem pewien, czy powinienem mówić mu prawdę.
- Nie kłam. - W jego głosie zabrzmiała lekka nuta dezaprobaty. - Czuję, że coś cię gryzie. Czyżbym powiedział coś nie tak? Musisz mi mówić, co się dzieje, inaczej mogę się nie domyślić. - Westchnąłem cicho, spuszczając wzrok. Nie chciałem, by myślał, że mu nie ufam. Po prostu… trudno było o tym mówić a nawet o tym myśleć.
- Ja tylko… zastanawiam się, co będzie dalej - Przyznałem w końcu. - Za pół roku kończę szkołę i będę musiał stąd odejść. Znaleźć swoje miejsce wśród dorosłych. A wtedy, nie wiem, jak będziemy się spotykać? Jeśli będę tu przychodził, wszyscy zaczną coś podejrzewać. A jeśli twoja babcia się dowie, że coś nas łączy. Tego przecież obaj nie chcemy. - Zauważyłem, szczerze się o niego martwiąc. O niego i o relację którą mamy.
<Paniczu? C:>