Od Mikleo CD Soreya

niedziela, 2 listopada 2025

|
Zastanowiłem się chwilę nad jego słowami. Może faktycznie miał rację, jeśli pozwolę mu poprowadzić, jeśli pokaże mi, jak wyrażać bliskość, nauczę się tego, co teraz jest dla mnie takie nieznane. Nie chodziło o sam gest, ale o zrozumienie, jak można okazać drugiej osobie miłość w sposób, który sprawia, że czuje się bezpieczna i chciana.
- To chyba będzie najlepszy pomysł - Wyszeptałem, czując jak twarz oblewa mi rumieniec. Wstyd mieszał się ze wzruszeniem, z drżeniem, które rozlewało się po całym ciele.
Usłyszałem jego cichy śmiech, łagodny, pełen ciepła, pozbawiony drwiny. I choć przez chwilę poczułem się niezręcznie, jego spojrzenie szybko rozwiało ten niepokój. W jego oczach nie było nic poza troską i cierpliwością. Czułem się trochę jak zagubione dziecko, które .dopiero uczy się, jak kochać, jak być blisko.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, uniósł się lekko i zmienił pozycję, tak że znalazł się nade mną. Jego dłoń musnęła moją, ciepła, uspokajająca.
- Pokażę ci - Powiedział cicho. - Nie musisz się bać. - Pochylił się i delikatnie pocałował mnie w czoło. Ten gest nie był pełen pożądania, lecz spokoju. Obiecywał cierpliwość, bezpieczeństwo i zrozumienie. I wtedy zrozumiałem, że miłość nie polega tylko na tym, by wiedzieć, co robić, ale by pozwolić drugiej osobie prowadzić cię przez nieznane z ufnością.
Sorey zsunął się nisko tak, aby dostać się do moich spodni, czułem jak bez większego trudu, zsuwa je z moich bioder, wraz z bielizną pozostawiając mnie nagiego, takiego jak stworzył mnie pan.
Poczułem jego dłonie, które drażniły, moje uda mocno je przy tym chwytając. Czułem, jak lekko unosi je do góry, zbliżając gorąco usta do mojego przyjaciela, czułem jego oddech, który drażnił moje ciało, wywołując większe podniecenie.
Jęknąłem cicho, gdy włożył go do ust, językiem zaczynając delikatnie go pieścić, zagryzłem dolną wargę, jeszcze mocniej odchylając głowę do tyłu, czując uderzające fale gorąca. Drżałem pod nim, zaciskałem powieki i dłonie na pościeli, czując jak wewnętrznie szaleje pod każdym jego następnym ruchem.
Nie wiedząc za bardzo co się ze mną dzieje, jęknąłem cicho, gdy poczułam spełnienie napływające do mojego przyjaciela.
- Sorey, ja.. - Nie zdążyłem dokończyć zdania, gdy mój przyjaciel spuścił się mu prosto w usta. - Przepraszam - Wydusiłem, czując, jak szybko bije moje serce i jak pot spływa po mojej twarzy.
Mój partner nie gniewał się na mnie. Wręcz przeciwnie, jego spojrzenie było pełne spokoju i zrozumienia. Otarł usta, po czym delikatnie uśmiechnął się do mnie.
- Nadal chcesz spróbować? - Zapytał cicho, kiedy wreszcie zebrałem się na odwagę i podniosłem do siadu.
Byłem zmęczony, ale wciąż chciałem mu pokazać, jak wiele dla mnie znaczy. Wstyd mieszał się z niepewnością, przecież nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji. Nikt mnie tego nie uczył, nie wiedziałem, jak się zachować, co powiedzieć. A mimo to w tej chwili czułem jedno: pragnienie, by odwzajemnić jego czułość.
Chciałem dać mu coś od siebie, nie z obowiązku, lecz z potrzeby wewnętrznego zaspokojenia swoich potrzeb, czułem że tego potrzebuję. 
Łagodnie kiwający głową pozwoliłam sobie znów znaleźć się nad nim tak, aby teraz to on leżał pode mną, całkowicie mi się oddając.
- Proszę tylko, żebyś mi mówił, jeśli będę robił coś nie tak, w innym wypadku nigdy się tego nie nauczę - Poprosiłem, gdy powoli zdejmowałem jego spodnie, aby poznać się trochę bliżej z jego przyjacielem, wyciągając język, którym delikatnie i bardzo niepewnie zacząłem go lizać, starając się robić wszystko to, co sam czułem, gdy przyjemność sprawiał mi mój partner.

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety