Od Mikleo CD Soreya

środa, 5 listopada 2025

|
 Zmarszczyłem brwi, słuchając go z uwagą. Czy on sobie właśnie ze mnie żartuje? Mówi, że *sam* znajdzie pracę, czyli co, nawet nie chce mnie w to zaangażować? Dlaczego? Czy on naprawdę myśli, że będę grzecznie siedział w domu, kiedy on będzie harował po godzinach? Chyba sobie ze mnie kpi.
Nie, w żadnym wypadku się na to nie zgodzę. Ja też chcę pracować, niezależnie od tego, czy mu się to podoba, czy nie.
- Chwileczkę, chwileczkę! - Mruknąłem, zakładając piżamę i poprawiając kołnierz, jakby w ten sposób mogłem ukryć własne zdenerwowanie. - Nie zgadzam się na to! - Naprawdę poczułem gniew, a zdenerwować mnie było naprawdę bardzo trudno, cóż wygląda na to że mój partner będzie tym pierwszym który mnie rozdrażni 
- Na co się nie zgadzasz? - Zapytał zaskoczony, jakby nie rozumiał, o co mi właściwie chodzi.
Naprawdę? On *tak poważnie*? Nie widzi, jak bardzo mnie to denerwuje? Jak bardzo czuję się przez to pominięty? To nie jest wcale przyjemne, siedzieć bezczynnie, podczas gdy on wszystko załatwia, zarabia i decyduje o wszystkim. Co by powiedział, gdybyśmy zamienili się rolami? Gdyby to on miał siedzieć w domu, a ja wychodziłbym codziennie do pracy? Ciekawe, jak długo by wytrzymał.
- Nie zgadzam się, żebyś to ty pracował, a ja siedział w domu - Oznajmiłem uparcie. - Jeśli już, to możemy się zamienić. Ty odpoczywaj, a ja pójdę do pracy. - Nie mogłem i nie chciałem siedzieć bezczynnie. Samo sprzątanie czy gotowanie to za mało, żeby wypełnić dzień. Znudziłbym się, a on wracałby do mnie po kilkunastu godzinach zmęczony i obarczony wszystkimi obowiązkami. Nie tak miało wyglądać nasze życie.
- Miki… - Westchnął cicho, zakładając koszulkę. Ton miał spokojny, jakby próbował mnie ugłaskać, ale ja znałem go zbyt dobrze, by się na to nabrać. - Ty nie musisz pracować. Będziesz mógł odpocząć, zająć się sobą. Na mnie idzie najwięcej pieniędzy, więc po co masz się przemęczać? - Podążył za mną do sypialni obserwując każdy mój ruch.
- Bo może nie chcę siedzieć w domu i umierać z nudów? - Odpowiedziałem ostro, nadąsając policzki jak dziecko urażone decyzją dorosłych.
Przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu, z tym swoim cierpliwym spojrzeniem, które zawsze mieszało we mnie emocje złość, czułość, bezsilność. A ja wiedziałem jedno: nie ustąpię. Nie tym razem.
Sorey westchnął ciężko, a potem opadł obok mnie na łóżko. Sprężyny cicho jęknęły pod jego ciężarem, gdy ułożył się tak, by znaleźć się jak najbliżej. Ja również zająłem swoje miejsce, odwracając głowę w jego stronę.
- Nie odpuścisz, prawda? - Zapytał cicho, a w jego głosie słychać było zmęczenie, ale też coś na kształt rezygnacji. - Masz zamiar uparcie robić wszystko na przekór? - Nie zabrzmiało to z wyrzutem, raczej z delikatnym smutkiem. Kiedy mówił, powoli wsunął rękę pod moją głowę, przyciągając mnie bliżej, aż jego czoło musnęło moje. Patrzył prosto w moje oczy, spokojnie, głęboko, jakby próbował odczytać każdą niewypowiedzianą myśl.
- Sorey… - Zacząłem cicho, szukając odpowiednich słów. - To nie jest tak, że chcę robić ci na złość. Nie chodzi o upór. Po prostu… nie chcę siedzieć w domu jak więzień. Nie chcę całymi dniami czekać, aż wrócisz, i patrzeć, jak padniesz ze zmęczenia. Chcę, żebyśmy pracowali razem. Dzięki temu będziemy mogli odłożyć więcej pieniędzy, ale też... mieć więcej czasu dla siebie. Więcej chwil, które będą naprawdę nasze - Uniosłem dłoń i delikatnie musnąłem palcami jego policzek. - Wiem, że nie jestem najlepszy w okazywaniu uczuć. Ale wiem jedno, chcę spędzać z tobą jak najwięcej czasu. Chcę nadrobić wszystko to, co straciliśmy. Bo nie chcę znów cię stracić. Nigdy więcej. - Wyszeptałem, patrząc na niego odrobinę zawstydzona.

<Pasterzyku? C:>

Etykiety