Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, nim zniknął mi z oczu. Zostałem sam, w milczeniu, analizując w głowie każde jego słowo. Czy to możliwe, że jego babcia naprawdę byłaby w stanie aż tak mi zaszkodzić?
W pierwszej chwili chciałem uznać to za przesadę… ale im dłużej o tym myślałem, tym bardziej zaczynałem w to wierzyć. Patrząc na to, jak on sam się jej boi, chyba naprawdę powinienem przemyśleć swoje zachowanie i ostrożniej podejść do całej tej sytuacji. Nie chciałbym, żeby przez mój brak rozsądku coś się stało, ani jemu, ani mnie.
Jeśli z mojego powodu jego życie miałoby się zawalić, lepiej, żebym trzymał się od niego z daleka. Przynajmniej w miejscach publicznych. Ale… jak właściwie on tłumaczy nasze spotkania? Czy mówi, że to tylko koleżeńskie wyjścia?
Nie wiem. Naprawdę nie wiem.
Jeśli ktoś widział nas wtedy w tej restauracji, kiedy byliśmy na randce, to jak to wyglądało z boku? Czy dla innych to było po prostu spotkanie dwóch znajomych? Bo jeśli teraz, w szkole, nie mogę go nawet pocałować, to czy wtedy też był ostrożny? Jak patrzył na to, że byliśmy razem, blisko, że śmialiśmy się przy jednym stole, jakby cały świat nie istniał?
Kurczę… to wszystko jest takie skomplikowane. Czasami naprawdę nie wiem, jak powinienem się przy nim zachowywać, co mogę mówić, czego lepiej unikać, co zrobić, żeby nie sprawić mu kłopotu.
Mam tylko nadzieję, że kiedyś mnie tego wszystkiego nauczy. Że zrozumiem, jak być przy nim w taki sposób, żeby nikomu nie zaszkodzić, ani jemu, ani sobie.
Nie chcę popełnić żadnego błędu.
Nie chcę zrobić niczego, co mogłoby wywołać u jego babci niechęć… Choć, szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym kiedykolwiek naprawdę ją poznał. A nawet jeśli by do tego doszło, po tym, jak widziałem, jak ochrzaniała go za tamtą sytuację, wydaje mi się, że to kobieta naprawdę surowa. Może nawet okrutna.
I coś mi mówi, że na co dzień wcale nie jest lepsza.
Otrząsnąłem się dopiero po chwili, gdy zdałem sobie sprawę, że powinienem ruszyć na zajęcia. Co jak co, ale przecież obiecałem, że nie będę sprawiać problemów. A jeśli teraz nie pójdę, to właśnie takie problemy sam sobie narobię.
Szybko zeskoczyłem z parapetu i ruszyłem w stronę sali. Jeszcze tylko dwie lekcje i… powrót do akademika.
Nie, nie! Nie powrót do akademika, najpierw muszę wysłać list. Nie mogę o nim zapomnieć, bo jeśli to zrobię, będę musiał później specjalnie iść jeszcze raz, a tego wolałbym uniknąć. Nie lubię nadmiernego chodzenia.
To znaczy… spacery są w porządku, nawet lubię się przejść, ale robienie czegoś pięćdziesiąt razy tylko dlatego, że się zapomniało, absolutnie nie wchodzi u mnie w rachubę.
Wchodząc na zajęcia, skupiłem się na tym, na czym naprawdę powinienem. Wszystkie myśli, wszystkie plany, wszystko poszło na bok. Tym zajmę się później, gdy już będę miał z głowy lekcje.
Teraz muszę się skoncentrować. Skupmy się na nauce, tak jak obiecałem.
Nie zawiodę go.
Nie zawiodę też siebie, bo w przyszłości naprawdę chcę mieć wymarzoną pracę.
Chcę zostać kimś, kim zawsze marzyłem zostać, bez względu na to, jakie problemy rzuci mi pod nogi świat.
<Paniczu? C:>