Od Mikleo CD Soreya

wtorek, 4 listopada 2025

|
Może rzeczywiście trochę przesadzałem. Może nie powinienem aż tak dramatyzować, w końcu to tylko ślad na moim ciele. A jednak wciąż czułem wstyd. Byłem zbyt nieśmiały, zbyt zamknięty w sobie. Potrzebowałem jeszcze czasu, by naprawdę otworzyć się przed światem… i przestać wstydzić się własnego partnera i tego co robimy, kiedy robimy i w jaki sposób robimy.
- Tak, to zdecydowanie dobry pomysł - Odpowiedziałem nieco niepewnie. - Pod warunkiem, że będziesz kąpał się razem ze mną. - Trochę zawstydziły mnie własne słowa, ale mimo to nie odwróciłem wzroku. Patrzyłem mu prosto w oczy, bo czułem, że właśnie tego oczekuje, szczerości, odwagi, choćby tej najmniejszej.
- Ja? Ale chciałem zrobić ci zimną kąpiel. Nie lubię myć się w zimnej wodzie - Powiedział z lekkim uśmiechem.
Oczywiście, że nie lubił. Nigdy nie kazałem mu się w niej kąpać. Wystarczyłoby, żeby przygotował nam ciepłą wodę taką, w której moglibyśmy się razem zrelaksować i zapomnieć o wszystkim.
- To co ty na to, żebyśmy zrobili sobie ciepłą kąpiel? - Zapytałem cicho, próbując nie brzmieć zbyt nieśmiało, choć w środku czułem, jak serce przyspiesza. Wiedziałem, że wciąż jestem w tym wszystkim nowicjuszem. Potrzebowałem czasu, by mówić o takich rzeczach swobodnie.
- Jeśli tego sobie życzysz, zrobię to dla ciebie - Odparł łagodnie, po czym nachylił się i pocałował mnie w czoło. Chwilę później zniknął w łazience, a ja opadłem na poduszkę, pozwalając sobie na krótkie wytchnienie. Mógłbym wstać i pomóc mu z kąpielą, ale wiedziałem, że świetnie sobie poradzi. Poza tym… miło było przez moment po prostu nic nie robić.
Po kilku minutach jego głos dobiegł z korytarza:
- Kąpiel gotowa! - Zadowolony od razu się podniosłem, gotów pójść o własnych nogach, ale zanim zdążyłem to zrobić, Sorey zbliżył się i bez słowa uniósł mnie w ramionach.
- Ale zdajesz sobie sprawę, że umiem chodzić sam? - Zapytałem z lekkim rozbawieniem, choć nie mogłem ukryć, że jego bliskość była przyjemna.
- Oczywiście, że możesz chodzić sam - Uśmiechnął się, zerkając na mnie z czułością. - Ale po co, skoro mogę cię nosić na rękach dniami i nocami? - Nie miałem na to dobrej odpowiedzi. Po prostu pozwoliłem mu na to, czując, jak ciepło jego ciała delikatnie drażni to moje. Gdy dotarliśmy do łazienki, pomógł mi wejść do wanny. Ciepła woda otuliła mnie jak miękki koc, koiła napięte mięśnie i uspokajała myśli.
Sorey wszedł do wanny tuż za mną, a ja oparłem się plecami o jego klatkę piersiową. Jego dłonie spoczęły delikatnie na moich ramionach, a ja odetchnąłem głęboko, czując się jednocześnie bezpiecznie i trochę niepewnie.
- Wiesz - Odezwałem się po chwili - Może lepiej, żebyś mnie tak często nie nosił. Jeszcze sobie kręgosłup uszkodzisz. Co jak co, ale swoje ważę. - Zaśmiał się cicho, a jego oddech musnął moją skórę.
- Nie przesadzaj. Dla mnie jesteś lekki jak piórko. - Nie odpowiedziałem. Zamiast tego pozwoliłem, by cisza między nami wypełniła się spokojem i ciepłem. Może rzeczywiście nie było już powodu, by się wstydzić, chyba dobrze było tak jak jest, może w końcu z czasem nauczę się być bardziej otwarty w naszej relacji..

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety