Pięć minut, tyle mieliśmy czekać, aż odżywka zacznie działać. W tym czasie mogłem spokojnie umyć ciało, czując, jak z każdą chwilą napięcie ze mnie schodzi. Było w tym coś przyjemnego, kojącego, ten moment, gdy mogłem sam o siebie zadbać, własnymi rękami, bez niczyjej pomocy.
Owszem, dotyk Soreya był miły, delikatny i pełen czułości, ale mycie się samemu dawało mi poczucie niezależności. Czułem, że to ważne. Na wszystko przyjdzie czas nauczę się otwartości, nabiorę odwagi. Wtedy nie będę już się wstydził, gdy rozmowa zejdzie na tematy bliskości.
- Może twoje też będą piękne i bardziej podatne, gdy zaczniesz o nie lepiej dbać - Rzuciłem z lekkim uśmiechem, odwracając głowę w jego stronę.
Sorey zaśmiał się cicho i pocałował mnie w czoło.
- Myślę, że nawet gdybym zużył tonę tej twojej odżywki, to i tak by nie pomogło - Odpowiedział, sięgając po żel pod prysznic. Mył się spokojnie, z pewnością, jakby każdy ruch był częścią jakiegoś rytuału.
Patrzyłem na niego w milczeniu. Było w tym coś fascynującego to, jak naturalnie potrafił być sobą. Nie wstydził się swojego ciała, swojego spojrzenia, swojego istnienia. Ja natomiast wciąż czułem się skrępowany, gdy to on na mnie patrzył. Chciałbym umieć patrzeć na siebie z taką samą swobodą, z jaką on patrzył na mnie. Bez wstydu. Bez tego uczucia, że coś we mnie jest „nie tak”.
Sorey zauważył mój wzrok. Uniósł brew, z rozbawieniem na ustach.
- A ty… dlaczego tak mi się przyglądasz? - Zapytał, tonem bardziej żartobliwym niż poważnym.
- Ja? Em… przepraszam - Wyjąkałem, odwracając wzrok. W głowie natychmiast pojawiła się myśl, że może go tym krępuję, że może robię coś nie tak.
Zamiast odpowiedzi usłyszałem jego cichy śmiech. Po chwili poczułem, jak jego dłoń muska mój policzek, a palce delikatnie kierują moją głowę z powrotem w jego stronę.
- Nie musisz się wstydzić - Powiedział cicho, z ciepłem w głosie. - Możesz na mnie patrzeć, jeśli tylko chcesz. Przyznam, że to całkiem mi się podoba. - Pochylił się i złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Czułem jego spokój, jego cierpliwość. Odpowiedziałem tym samym powoli, ostrożnie, jakbym dopiero uczył się tej czułości.
- Naprawdę chciałbym się nie wstydzić tak jak ty - Wyszeptałem, gdy odsunęliśmy się od siebie na moment. - Być bardziej otwartym, pewnym siebie… - Wyjaśniłem, tak bardzo chcąc już być lepszą wersją siebie.
- Nauczysz się - Odpowiedział spokojnie. - Ja też kiedyś byłem taki jak ty. Spójrz na mnie teraz, już się nie wstydzę. I ty też nie będziesz. - Jego słowa brzmiały jak obietnica. Poczułem, jak ciepła woda spływa po moich włosach, gdy zaczął spłukiwać z nich odżywkę. Zamknąłem oczy. W tamtej chwili naprawdę chciałem uwierzyć, że ma rację.
- No i proszę, już jesteś taki piękny. A twoje włosy... są po prostu idealne. Wiesz, chciałbym, żebyś je zapuścił. Są stworzone do tego, żeby robić z nich warkocze. - Na chwilę zamilkłem, pozwalając, by jego słowa do mnie dotarły. W sumie… to nie był taki zły pomysł. Moje włosy nigdy mi szczególnie nie przeszkadzały, a jeśli mogłyby mu się podobać jeszcze bardziej, czemu nie? Oczywiście, nie wiedziałem, jak to będzie w lato, gdy zrobi się gorąco, ale teraz… chyba mogłem spróbować.
- W porządku – odpowiedziałem po chwili, unosząc lekko kącik ust. – Zapuszczę włosy. Ale pod jednym warunkiem. Że to ty będziesz o nie dbał. Chcę, żeby zawsze były pięknie upięte, tak jak to sobie wyobrażasz - Odparłem z udawaną powagą. – Bo jeśli zostanie to na mojej głowie, to skończy się na kucyku. Albo jakimś krzywym koku. I pewnie nic więcej nie wymyślę. - Stwierdziłem, trochę tym faktem zażenowany.
<Pasterzyku? C:>