Mój pani czy naprawdę o to pytał? Przecież powinien się domyśleć, on jest bardzo mądry i wie więcej niż mi się wydaje.
- Co takiego się stało? - Powtórzyłem, nie przestając szczerzyć się jak głupi do sera, czując, jak radość niemal sama wylewa mi się z serca.
- To proste! Mój panicz zgodził się pójść ze mną do babci. Udało mi się też całkiem nieźle napisać sprawdzian… no, może nie mam jeszcze stu procent pewności, że wszystko poszło idealnie, ale czuję, że tym razem naprawdę mi się udało. A dziś, nie wiem, czemu, wszystko idzie mi jak po maśle. Więc czemu miałbym się nie cieszyć? - Zatrzymałem się na chwilę, po czym dodałem z lekkim uśmiechem:
- Do tego wszystkiego, dzisiaj wszystko mi sprzyja. Po zajęciach tak jak wczoraj obiecałem, wyślę list do babci i wiesz, na to właśnie najbardziej czekałem. Tak bardzo chciałbym, żebyś wreszcie ją poznał! I wiesz co? Jestem pewien że się nie zawiedziesz - Uśmiechnąłem się do niego promiennie, ale on tylko pokręcił głową z rozbawieniem. Po chwili zauważyłem jednak, że jego uśmiech trochę blednie z jego ślicznej twarzy.. Był spięty, jakby coś go dręczyło. Czyżby naprawdę stresował się spotkaniem z moją babcią? Chyba moje słowa nie przyniosły mu takiego spokoju, na jaki liczyłem. No nic, może kiedy już ją pozna, sam się przekona, że nie ma się czego obawiać.
- Chciałbym podzielać twój entuzjazm - Powiedział w końcu, odkładając książkę o wilkołakach, którą od jakiegoś czasu uparcie czytał. - Chciałbym się tak nie stresować, kiedy myślę o spotkaniu z twoją babcią. - Przez chwilę wpatrywałem się w okładkę książki. Mógłby mnie przecież zapytać o podstawy, choć pewnie i tak nie wszystko potrafiłbym mu wyjaśnić. Moi rodzice zginęli tragicznie, zanim zdążyli mnie czegokolwiek nauczyć. Wielu rzeczy wciąż muszę uczyć się sam, na własnej skórze, często boleśnie.
Siedząc obok niego na parapecie, dotknąłem lekko jego ramienia zwracając jego uwagę.
- Wiem, że się stresujesz. W końcu jesteś moim chłopakiem, a to dla ciebie ważne spotkanie. Ale zapewniam cię, moja babcia nie ma w sobie ani odrobiny złośliwości. Cokolwiek byś nie zrobił, nie skrytykuje cię. Jest naprawdę cudowną kobietą. Zobaczysz, jak wygląda prawdziwa babcia taka, która traktuje wnuka tak jak traktować go powinna. Nie z powodu obowiązku, a z powodu miłości którą chce go obdarować - Byłem gotów przysiąc wszystko, co miałem rękę, uszy, nawet ogon, że babcia przyjmie go jak własnego wnuka. W końcu kiedyś miała ich dwóch, no a teraz jestem tylko ja i coś tak czuję, że może trochę brakować jej mojego brata..
- Obyś miał rację - Wyszeptał po chwili, spuszczając wzrok. Westchnął ciężko, jakby próbował zrzucić z siebie niewidzialny ciężar. Bardzo nie chcąc nikogo zawieść.
Nie do końca wiedziałem, co jeszcze mógłbym mu powiedzieć. Każde słowo, które przychodziło mi do głowy, wydawało się zbyt słabe, by naprawdę go uspokoić. Więc po prostu byłem przy nim. Milczeliśmy, ale to milczenie wcale nie ciążyło, było ciepłe, spokojne, pełne zrozumienia. Chwila, w której mogliśmy być obok siebie, zanim przerwa nas rozdzieli i każdy z nas znów będzie musiał ruszyć swoją drogą.
- Będzie dobrze, zapewniam cię. Już ja o to zadbam - Powiedziałem cicho, uśmiechając się lekko.
Nachyliłem się i musnąłem jego czoło pocałunkiem, nie zważając na to, że ktoś mógłby nas zobaczyć. I nawet gdyby zobaczył, co z tego? Nie bałem się. Nie zamierzałem się wstydzić. Nikt nie będzie mi mówił, kogo mogę kochać...
<Paniczu? C:>