Sorey wyszedł do pracy, zostawiając mnie samego w domu. Przez chwilę zastanawiałem się, co właściwie mógłbym teraz zrobić. Na szczęście było kilka rzeczy, które wymagały uwagi.
Na początek postanowiłem otworzyć okna, żeby wpuścić trochę świeżego powietrza i przewietrzyć całe mieszkanie po nocy. Potem zabiorę się za porządki, pozmywam naczynia, uporządkuję kuchnię i pościelę nasze łóżko. Wpadło mi też do głowy, że warto byłoby odświeżyć łazienkę, żeby wszystko lśniło czystością.
Kiedy już uporam się ze sprzątaniem i zacznę czuć znużenie, chyba wybiorę się na spacer nad jezioro. Taki wypad dobrze mi zrobi, tym bardziej że siedzenie cały dzień w czterech ścianach mogłoby doprowadzić mnie do szału. Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcia, żeby nie dać się przytłoczyć samotności.
Doprowadziłem cały do do porządku. Kuchnia lśniła czystością, salon wyglądał jakby nikt tu nie mieszkał, a sypialnia sprawiała wrażenie, jakby nikt nigdy w niej nie spał. Na koniec zostawiłem sobie łazienkę. Wyszorowałem każdy zakamarek, aż wszystko połyskiwało. Szczerze mówiąc, zrobiłem to głównie dlatego, że po prostu strasznie się nudziłem.
Kiedy jednak skończyłem sprzątanie, zdałem sobie sprawę, że nie mam już absolutnie nic do roboty. Pomyślałem, że przydałoby mi się coś, albo ktoś, o kogo mógłbym się troszczyć, kiedy Sorey jest w pracy. Może jakieś zwierzę? Chociaż… nie. Psów się boję, a kotów w okolicy nawet nie widziałem. Wyglądało więc na to, że na zwierzaka nie mam co liczyć. Pozostaje mi tylko spędzać czas nad jeziorem, gdy Sorey będzie poza domem. O ile w ogóle zostanie tam na dłużej, wciąż nie wiemy, czy po dzisiejszym dniu nie zdecyduje się całkowicie zrezygnować z tej pracy.
Nie mając lepszego pomysłu, postanowiłem więc pójść nad jezioro, żeby choć trochę umilić sobie ten dzień. Lubiłem to miejsce, głównie dlatego, że zazwyczaj nie było tam nikogo. W ogóle nie widziałem tu żadnych Serafinów wody, a przynajmniej do tej pory na żadnego nie trafiłem. Chyba naprawdę byłem jedynym. I chociaż samotność nie przeszkadzała mi aż tak bardzo, czasem marzyłem, by spotkać kogoś podobnego do mnie.
Gdy dotarłem do jeziora i poczułem zaskakująco ciepłą wodę, od razu zanurzyłem się w niej po samą szyję. Przymknąłem oczy, pozwalając sobie na chwilę ciszy, spokoju i przyjemnej samotności. Oczywiście lubiłem towarzystwo mojego przyjaciela i partnera w jednej osobie, czasem nawet brakowało mi go bardziej, niż chciałem to przyznać. Momentami przeszkadzało mi bycie samemu, jednak w gruncie rzeczy przez większość czasu właśnie tak wyglądało moje życie… i w pewnym sensie zupełnie mi to odpowiadało.
Mimo wszystko czułem, że gdyby Sorey był teraz obok, wszystko byłoby jeszcze lepsze. Jego obecność zawsze nadawała zwyczajnym chwilom jakiegoś szczególnego ciepła. Ale skoro go tu nie było, postanowiłem korzystać z tej samotności najlepiej, jak potrafię, bo sam również potrafiłem się świetnie bawić.
Czas spędzony nad jeziorem minął mi całkiem przyjemnie. Nic szczególnego się nie wydarzyło, choć muszę przyznać, że odrobina więcej wrażeń mogłaby sprawić, że ten dzień byłby jeszcze lepszy. Nie zamierzam narzekać, ale mimo wszystko brakowało mi towarzystwa. Sorey nauczył mnie, że zawsze jest ktoś obok, a teraz, gdy go przy mnie brakuje, ogarnia mnie dziwne poczucie samotności.
Na szczęście już niedługo mój partner wróci, a my znów będziemy razem. Pora więc wracać do domu i spokojnie na niego zaczekać tak, jak powinno być.
<Pasterzyku? C:>