Słysząc jego burczenie w brzuchu delikatnie się uśmiechnąłem. Mój biedny, zagłodzony wilczek. Powinien o siebie bardziej zadbać, a nie pomagać mi znajdować marzenia. Na razie jestem młody, i przede wszystkim chcę żyć, a w tym miejscu nie jest to możliwe. Muszę przejść do świata ludzi, koniecznie z Haru. Być z nim, dopóki uczucie między nami nie wygaśnie, pomimo przeciwności losu. A potem... a potem nie wiem. Tyle mi w zupełności wystarczy. Mam bogactwo, które mi w zupełności wystarczy na dobry start w nowym świecie.
– No to idź coś przygotuj – poleciłem mu, podnosząc się z jego kolan. W końcu, ze mną siedzącym mu na kolanach nie byłby w stanie przygotować obiadu dla siebie. – Ja się może zacznę już pakować.
– Pakować? – spytał zaskoczony, przyglądając mi się z uwagą. – Już? Przecież do tego jeszcze kilka dni.
– Chcę być przygotowany już za wczasu. No i też muszę to wino załatwić... może zamówię coś z mojej piwniczki? Inaczej nie mam zbytnio możliwości zakupu. Na pewno by się znalazło coś lekkiego i słodkiego... a jak chodzi o słodycze, to nie mam pojęcia, co mogłoby jej zasmakować. Jest tyle możliwości... I na co postawić? Coś z alkoholem, owocem, zwykłą masą, a może orzechami? Ma na coś alergię? Czegoś bardzo nie lubi? – tutaj westchnąłem ciężko, bojąc się, że nie trafię w gusta kobiety, której ani razu na oczy nie widziałem.
– O, orzechy. Orzechy uwielbia – odpowiedział, dając mi punkt zaczepienia.
– No i to jest konkret – odparłem, wyjmując torbę. Dobrze, co może mi przydać? Coś wygodnego? Ładnego? Ciepłego? Jaki styl? Może coś takiego bardziej... stonowanego, niż wyszukanego? Żeby nie przesadzić. Patrząc na garderobę Haru, muszę wybrać coś zdecydowanie skromniejszego. No i pewnie ciepłego. Skoro oboje są wilkołakami, to im musi być ciepło, ale mi pewnie nie będzie, dlatego wolę mieć coś w zapasie.
– A co byś chciał zjeść na obiad? – podpytał, kiedy ja się powoli pakowałem.
– Ja? Nic. Dlatego zrób sobie to, na co masz ochotę – odpowiedziałem, mówiąc prawdę. Nie miałem za bardzo ochoty na cokolwiek. Przejęła mnie ta sprawa z jego babcią, cały dzień chodziłem niepewny, zestresowany, czy się w ogóle zgodzi, a teraz przejmuję się tym, czy uda mi się wywrzeć na niej dobre wrażenie. Skoro chodzę z jej wnukiem, dobrze by było, żeby mnie polubiła. Chociaż... moja go na pewno by nie polubiła. Chyba, że byłby drobną, czarnowłosą szlachcianką. Wtedy możliwe, że nawet na mnie spojrzałaby przychylniej, bo zacząłbym grać w jej grę. I tak się starałem, by się jej przypodobać. I co? I jak mi to wyszło? To za mało. Cały czas wymaga ode mnie rzeczy, które to już coraz mniej mi się podobają. A teraz jeszcze zleciła moje porwanie. Dlaczego? Nie wiem. I nie wiem, czy już teraz czegoś na mnie nie kombinuje. Dawno nie miałem od niej kontaktu, i... i pewnie dopiero spotkamy się na święta. Trochę się ich obawiam, jak się one potoczą.
<Wilczku? c:>