Kiwnąłem delikatnie głową. Skoro tak stawia sprawę, nie mogłem temu zaprzeczyć. Niech idzie i sprawdzi, jak będzie się tam czuł. Jeśli będzie dobrze, niech tam pracuje. Może akurat zacznie tam naprawdę dobrze zarabiać. Z całego serca życzyłem mu, by poczuł się pewnie, jak prawdziwy mężczyzna, którym chciał zostać w swoich oczach.
- Oczywiście. Może akurat ta praca okaże się dla ciebie na tyle dobra, że nie będziesz chciał szybko z niej rezygnować - Odparłem, obdarzając go łagodnym uśmiechem.
- Oby tak było - Odpowiedział, po czym ucałował moją dłoń prowadząc mnie do domu. Tylko tam mogliśmy być w pełni sobą on i ja, bez potrzeby szukania czegokolwiek więcej.
Wieczór minął nam w spokoju. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, czytaliśmy fragmentami tę samą książkę, komentując ją na zmianę. Wspólnie przygotowaliśmy kolację, ciesząc się drobnymi gestami i krótkimi muśnięciami dłoni. Później wzięliśmy długą, odprężającą kąpiel, zanurzeni w cieple i własnym towarzystwie, by w końcu zasnąć wtuleni w siebie tak blisko, jakbyśmy byli jednością.
Rano obudziłem się jako pierwszy. Sorey musiał wstać do pracy, a to był jego pierwszy dzień, zdecydowanie nie mogłem pozwolić mu się spóźnić. Obróciłem się w jego stronę i delikatnie dotknąłem jego ramienia.
- Sorey… hej, obudź się - Szepnąłem cicho, nie chcąc być zbyt głośny i brutalnym, nie chciałem go w końcu straszyć, nie to było moim ciele.
- Jeszcze pięć minut… - Mruknął, przewracając się na drugi bok i chowając głowę pod poduszkę.
Westchnąłem z lekkim uśmiechem malujący się na moich ustach.. I co ja mam z nim zrobić? Jeśli go nie obudzę, za chwilę będzie w panice biegłał po całym domu szukając tego i owego, nie mając czasu nawet posiłku zjeść.
- Sorey, musisz jeszcze coś zjeść przed wyjściem - Dodałem łagodnie, zsuwając poduszkę z jego twarzy, zanim całkowicie wtopi się w materac.
- Miki… nie teraz… - Wymamrotał, przeciągając się i ziewając tak szeroko, jakby noc dopiero się zaczynała.
Wiedziałem już, że nie będzie łatwo. Westchnąłem teatralnie, po czym powoli usiadłem na jego biodrach okrakiem. Pochyliłem się nad nim i musnąłem jego kark serią delikatnych, budzących pocałunków.
- Sorey, proszę… to twój pierwszy dzień pracy. Nie możesz się spóźnić - Szepnąłem mu do ucha, lekko podgryzając jego płatek, tak jak lubił.
Poczułem, jak jego ciało napina się pod wpływem drobnej pieszczoty, a on sam drgnął, jakby walczył ze snem i własną słabością do mnie. I o to właśnie chodziło. Chciałem go obudzić delikatnie i subtelnie, tak jak tylko ja potrafiłem.
- A może tak zajmiesz się mną trochę lepiej? - Wymruczał, wciąż nie otwierając oczu. Głos miał chrapliwy od snu, miękki, jakby zawieszony gdzieś między jawą a marzeniem. - Zdecydowanie łatwiej byłoby mi wtedy wstać - Parsknąłem cicho, nie mogąc powstrzymać rozbawienia. Co za uparciuch. Naprawdę chciał, żebym budził go w taki sposób? Pokręciłem głową, przesuwając się bliżej. Pozwoliłem dłoniom swobodnie spocząć na jego ciepłej skórze. Był całkowicie odprężony, jakby oddawał się mojemu dotykowi bez najmniejszego oporu. Pochyliłem się i musnąłem jego policzek krótkim, delikatnym pocałunkiem. Potem kolejnym, odrobinę niżej. I jeszcze jednym, tym razem przy kąciku ust, powoli schodząc pocałunkami, niżej i niżej, dając mu to czego tak bardzo chciał.
<Pasterzyku? C:>