Czy miałem ochotę na wyjście? Szczerze powiedziawszy, absolutnie nie. Oczywiście, uwielbiałem deszcz, wodę i chłód, które panowały na zewnątrz w taką pogodę jak ta. Jednak tym razem nie miałem najmniejszej ochoty opuszczać domu. Wolałem zostać tutaj, spędzić ten czas z moim przyjacielem i partnerem w jednym, przy którego boku moje życie znów nabrało sensu.
-Wiesz, wolałbym zostać z tobą. Tu jest mi ciepło, przyjemnie, i co najważniejsze, jesteś tu ty. Tam byłbym zupełnie sam - Wyjaśniłem spokojnie, kładąc głowę na jego ramieniu.
- Jesteś pewien? Tam byłoby ci znacznie lepiej - Odparł, nadal upierając się przy swoim.
Westchnąłem cicho, unosząc na niego wzrok.
- Sorey, bardzo cię proszę słuchaj co do ciebie mówię, jeśli twierdzę, że nie chce wyjść Proszę nie zmuszaj mnie do tego - Powiedziałem miękko, chcąc, by zrozumiał, że nie chodzi o miejsce, a o obecność, a jego obecność była dla mnie wszystkim.
Mój przyjaciel i partner w jednym, mimo widocznej niepewności malującej się na jego twarzy, kiwnął głową, postanawiając odpuścić ten temat. I całe szczęście, bo ja nie miałem najmniejszego zamiaru ustąpić. Nie tym razem. Jeśli naprawdę mówię, że czegoś nie chcę, to tego po prostu nie zrobię, nawet gdyby próbował przekonać mnie na siłę.
- Co chcesz w takim razie robić? - Zapytał po chwili. - Chciałbyś coś poczytać? Może położyć się na łóżku i trochę odpocząć? A może masz ochotę na coś innego? Cokolwiek byś nie powiedział, jeśli tylko będę w stanie, spełnię każde twoje życzenie - Dodał z łagodnym uśmiechem.
Na moich ustach również pojawił się ciepły, niemal wdzięczny uśmiech.
- Po prostu bądź - Wyszeptałem, patrząc głęboko w jego zielone oczy.
- Tylko tyle? - Dopytał, unosząc lekko brew.
- Dla mnie to aż tyle - Przyznałem szczerze. Naprawdę nie potrzebowałem niczego więcej. Jego obecność wystarczała. To ona dawała mi poczucie spokoju, bezpieczeństwa i cichej radości, której może nie okazywałem na każdym kroku, ale którą czułem całym sobą.
- Skoro tak uważasz, to będę przy tobie tak, jak sobie tego życzysz. Każdego dnia, każdej nocy, o poranku i o zmierzchu. Będę przy tobie tak długo, jak tylko mi na to pozwolisz - Wymruczał cicho, a ja poczułem, jak serce zaczyna bić szybciej.
- I to mi w zupełności wystarcza - Wyszeptałem, po czym nasze usta spotkały się w pełnym czułości, namiętnym pocałunku.
Sorey oderwał się od moich ust, gdy tylko zabrakło nam tchu. Przez chwilę po prostu patrzył na mnie, prosto w moje lawendowe oczy, jakby chciał zapamiętać każdy ich odcień.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham. Gdybym musiał, oddałbym za ciebie życie - Powiedział cicho, po czym złożył delikatne pocałunki na moich policzkach.
- Nie musisz aż tak się poświęcać - Wyszeptałem, kładąc dłonie na jego twarzy. - Nie potrzebuję, żebyś oddawał za mnie życie. Jest dobrze tak, jak jest. Nie chcę niczego więcej, tylko twojej miłości - Dodałem spokojnie, z czułością, której nigdy mi z jego strony nie brakowało.
- I wiesz, skoro już sobie to wyjaśniliśmy, to może dostanę to co zostało mi obiecane? - Zapytałem, trochę się przy tym rumieniąc, nie do końca jeszcze potrafiąc tak otwarcie mówić o bliskości dwóch ciał.
<Pasterzyku? C:>