Od Haru CD Daisuke

niedziela, 2 listopada 2025

|
 Nie spodziewałem się, że po wszystkim, co przerobiliśmy, będę czuł się aż tak dobrze. Właściwie mam wrażenie, że jutro naprawdę zdam ten sprawdzian, może nie na najwyższą ocenę, ale przynajmniej na dobrą.
- Wiesz, twój sposób tłumaczenia jest zupełnie inny niż naszego nauczyciela. On miał w sobie coś... nużącego, jakby mówił tylko po to, żeby mówić, a nie żeby ktoś go zrozumiał. Ty natomiast potrafiłeś sprawić, że to wszystko nabrało sensu.
Nie potrafię też pojąć, skąd w nim taka niechęć do tkaczy. Czasem mam wrażenie, że ta nienawiść jest bezpodstawna, może po prostu powtarza to, czego sam został nauczony. Tutaj wszyscy od dziecka słyszeli, że tkacze są źli, chciwi i niegodni zaufania. Ale ja... ja nie widziałem w nich niczego złego. Wręcz przeciwnie, wydawali mi się zwyczajni, spokojni, może trochę zmęczeni życiem, ale przecież nie potworni.
Zresztą, coraz częściej zauważam, że ci, których historia stawia w świetle dobra i sprawiedliwości, bywają w rzeczywistości najgorsi. To niesamowite, jak łatwo dajemy się zwieść opowieściom. Jak łatwo przyjmujemy czyjś osąd, nie próbując zrozumieć drugiej strony. Czasem myślę, że historia to tylko jedna wielka pomyłka, opowiedziana przez tych, którzy mieli głośniejszy głos.
Mimo wszystko czuję się spokojny. Naprawdę. Mam w sobie pewność, że zdam ten test. Nie zawiodę cię tak, jak obiecałem. Poświęciłeś mi swój czas, a ja zrobię wszystko, żeby to nie poszło na marne. - Uśmiechnąłem się do niego promiennie. Gdy już coś obiecałem, zawsze dotrzymywałem słowa, nawet jeśli czasem było to trudne.
W końcu takie już są istoty, które mają w sobie coś z psa, oddane, wierne, wdzięczne za wszystko, co dostają, i posłuszne aż do samego końca. Może to nie wada. Może właśnie w tej wierności kryje się cała nasza siła.
Mój panicz przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu. Na jego twarzy panował spokój, ale w kącikach ust dostrzegłem delikatny, niemal nieśmiały uśmiech. Był subtelny, ledwie zauważalny, a jednak wystarczający, żebym poczuł ciepło w sercu i dumę z tego, co przed chwilą powiedziałem.
- Jesteś naprawdę niesamowity - Odezwał się w końcu. - Trochę naiwny, trochę chyba pogubiony w tym wszystkim, co robisz… a jednocześnie słodki. Wciąż nie wiem, czy naprawdę tak niewiele wiesz, czy tylko doskonale udajesz niewiedzę. - Uśmiechnął się szerzej, z lekkim rozbawieniem, ale w jego oczach dostrzegłem coś więcej niż tylko rozrywkę. Był tam cień wzruszenia, jakby moje słowa dotknęły w nim czegoś, o czym dawno zapomniał.
W tym akademiku niewielu było takich, którzy darzyli tkaczy sympatią. Od dziecka uczono nas, że tacy jak on zasługują jedynie na pogardę, że są gorsi, słabsi, niegodni. On sam pewnie też się do tego przyzwyczaił. I kiedy mnie poznał, zapewne myślał, że będę taki sam, że spojrzę na niego z góry, jak wszyscy inni.
Jak dobrze, że się wtedy pomylił.
Bo dla mnie każdy człowiek jest tyle samo wart. Nie ma ludzi lepszych ani gorszych, dopóki ktoś nie wyrządza mi krzywdy, nie mam żadnego powodu, by go oceniać. Może to właśnie ta prostota myślenia sprawia, że wciąż potrafię dostrzegać w ludziach dobro, nawet tam, gdzie inni już dawno przestali go szukać.
- Ja po prostu jestem sobą - Stwierdziłem, proste wyjaśnienie ale jak bardzo logiczne, doskonale do mnie pasujące...

<Paniczu? C:>

Etykiety