Po skończeniu całego sprzątania wróciłem do mojego ślicznego, tak słodziutkiego panicza tego, dla którego mógłbym zrobić dosłownie wszystko, byle tylko zobaczyć na jego twarzy choć odrobinę szczęścia.
- Czy mój panicz chce może jeszcze czegoś się dowiedzieć o spotkaniu z babcią? - Zapytałem, stając przed nim. - A może woli już zakończyć ten temat i poświęcić się czemuś… znacznie ciekawszemu? - Dodałem, nie mając jeszcze konkretnego planu, ale pewnym, że razem i tak nigdy nie będziemy się nudzić.
Mój panicz uśmiechnął się do mnie prześlicznie, z tym swoim uroczym, lekko figlarnym wyrazem twarzy. Odłożył na bok mój sprawdzian, jakby odsuwając wszystko, co mogło przeszkodzić nam w tej chwili.
- Cóż… - Zaczął miękkim tonem. - Myślę, że możemy coś porobić. Może coś przyjemnego, może coś męczącego… a może powiesz mi, czego oczekujesz? Może będę w stanie się do tego jakoś dostosować. - Jego głos zniżył się niemal do szeptu, gdy zbliżył się i położył swoje smukłe dłonie na mojej klatce piersiowej.
- A więc jesteś w stanie zaoferować mi wszystko, czego chcę? - Zapytałem z czarującym uśmiechem.
- Cóż… może wszystkiego nie potrafię ci dać - Odparł cicho. - Ale zrobię, co będę mógł. Przynajmniej w jakiejś części cię uszczęśliwię. - Jego palce zaczepiły się o materiał mojej koszuli i delikatnie pociągnęły mnie w dół, ku niemu. - A więc… czego chcesz, żebym ci dał? - Zapytał, patrząc głęboko w moje złote oczy.
- Chciałbym, żebyś mnie pocałował - Wyszeptałem. To było na razie wszystko, czego pragnąłem… choć w tej chwili wydawało mi się, że to „tylko” jest jednocześnie „aż”.
Mój panicz uśmiechnął się do mnie ciepło, a w jego spojrzeniu dostrzegłem tę znajomą mieszaninę czułości i pragnienia. Zbliżył się powoli, jakby dając mi czas, by serce zdążyło przyspieszyć swój rytm. Gdy nasze usta w końcu się zetknęły, pocałunek był najpierw delikatny, niemal nieśmiały, uroczy w swojej miękkości, jak lekki szept składany na wargach.
Chwilę później pogłębił go, jakby pragnął spełnić każde niewypowiedziane życzenie, które drżało gdzieś między nami. Nasze wargi połączyły się w namiętnym, pełnym czułości i zachłanności pocałunku, w którym zawarliśmy wszystko: miłość, tęsknotę, pragnienie i obietnicę, że każde z tych uczuć znajdzie swoje miejsce.
Nie potrzebowaliśmy słów. Wystarczyły usta, które odnajdywały się z coraz większą pewnością, pieściły się nawzajem, zatracając w rosnącym uczuciu. Każdy gest, każde drobne muśnięcie było jak wyznanie, ciche, ale prawdziwe, mówiące więcej niż jakiekolwiek zdanie, które moglibyśmy wypowiedzieć.
Oderwaliśmy się od siebie dopiero wtedy, gdy zabrakło nam tchu. Obaj oddychaliśmy ciężko. Patrząc sobie głęboko w oczy, a na naszych twarzach pojawiły się ciepłe, niekontrolowane uśmiechy takie, które pojawiają się tylko wtedy, gdy bliskość drugiej osoby staje się czymś więcej niż chwilą.
- Czy chciałbyś… coś jeszcze? Co mogę dla ciebie zrobić? - Zapytał cicho, gdy nasze oddechy wreszcie się uspokoiły, a słowa mogły wrócić na swoje miejsce między nami.
- Och, mógłbym chcieć wiele. Ale teraz wystarczyłoby mi, gdybyśmy się po prostu przytulili. Wiem, co mi obiecałeś… i wierzę, że na to jeszcze przyjdzie czas. No chyba że bardzo cię kusi, żebym już teraz spróbował spełnić to, czego twoje ciało może pragnąć… - Dodałem szeptem, obdarowując go zadziornym, zaczepnym uśmiechem.
<Paniczu? C:>