Nie chciał zjeść obiadu? Właściwie… niczego. Zupełnie nic. Zastanawiam się, czy on w ogóle dzisiaj coś jadł, czy może od rana chodzi głodny tylko dlatego, że za bardzo przejmuje się całym tym wydarzeniem. A przecież moja babcia jest najkochańszą osobą na świecie — nieraz mu to powtarzałem. Nie musi się tak stresować. To znaczy, przejmować się oczywiście może, w końcu to spotkanie z członkiem mojej rodziny, ale nie aż tak. Tak, to dużo lepsze określenie.
- Poczekaj, naprawdę nie chcesz nawet drobnego posiłku? - Zapytałem z niedowierzaniem, obserwując go uważnie. - Może chociaż trochę ziemniaków? Odrobina mięsa? Mogę zrobić ci makaron, ryż… cokolwiek. Co tylko zechcesz. No, może nie wszystko, bo nie mam składników na całą kuchnię świata - Dodałem z lekką bezradnością, czując narastające zmartwienie.
Bo przecież on nie może nic nie jeść. To niezdrowe, żołądek mu tego nie wybaczy. Muszę go jakoś zachęcić, przekonać, podsunąć mu choćby najmniejszy kęs. Cokolwiek, byle przestał się zamartwiać na pusty żołądek.
- Haru, naprawdę nie musisz się mną przejmować. Nie jestem głodny. Muszę skupić się na pakowaniu, mam jeszcze trochę na głowie. Ale ty jedz, smacznego - Powiedział, odwracając się w moją stronę z łagodnym uśmiechem. Wyglądało na to, że próbował mnie w ten sposób udobruchać… ale niestety dla niego to nie zadziałało. Za bardzo się o niego martwiłem, więc i tak zamierzałem postawić na swoim.
- Och, już wiem! - Ożywiłem się nagle, jakby olśnienie spadło na mnie znikąd. - Może łosoś z ryżem i warzywami? Z tego co pamiętam, ostatnio kupowałeś rybę. To byłby lekki, ale naprawdę dobry obiad - Zaproponowałem z nadzieją, że ta opcja rzeczywiście przypadnie mu do gustu i w końcu coś zje.
Patrzyłem na niego uważnie, próbując wyczytać z jego twarzy choćby najmniejszy znak, że może jednak się skusi.
Mój partner przyjrzał mi się uważnie, unosząc jedną brew w górę na znak, że już zaczyna coś podejrzewać.
- Nie odpuścisz mi, prawda? Nie zjesz, jeśli ja nie zjem? Prawda? - Zapytał z lekkim westchnieniem, jakby znał odpowiedź, zanim jeszcze ją wypowiedział.
Od razu kiwnąłem głową, uśmiechając się do niego promiennie.
- Oczywiście, że tak. Sam jeść nie będę, a twoje towarzystwo będzie dla mnie bardzo miłą odskocznią - Odparłem szczerze. Naprawdę nie chciałem jeść sam.
- A czy przypadkiem ryba to nie będzie dla ciebie zbyt mało? Powinieneś porządnie zjeść, najlepiej mięsa, a nie jakieś ryby - Rzucił, tym razem to on niepotrzebnie się o mnie martwiąc. Jakby zapomniał, że radzę sobie całkiem dobrze… a przynajmniej mam taką nadzieję. A jeśli jednak będę głodny, to przecież zawsze mogę coś sobie jeszcze przygotować.
- Nie martw się, poradzę sobie. Gdybym był głodny, zrobię sobie coś dodatkowego - Zapewniłem go spokojnie.
Ruszyłem w stronę kuchni, żeby zabrać się za przygotowanie naszego lekkiego obiadu z łososiem. Miałem nadzieję, że kiedy poczuje zapach świeżo smażonej ryby i warzyw, sam apetyt mu wróci.
- Zadbaj o siebie! - Krzyknął, tuż za mną.
- Zadbam i o siebie i o ciebie! - Zawołałem do niego, przygotowując powoli nasz posiłek.
<Paniczu? C:>