Szczerze mówiąc, mój panicz nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile naprawdę noszę w sobie radości, szczerości i tej dziecinnej, nieokiełznanej ekscytacji. My, wilkołaki, czasem zachowujemy się jak psy, może to przez to, że tak łatwo wybuchamy emocjami. A psy, jak wiadomo, kochają do końca i są wierne bez względu na wszystko.
Może właśnie dlatego serce bije mi szybciej, gdy on mówi, że mnie kocha. A może tylko chyba kocha… ale nawet to „chyba” wystarczy, by całe moje wnętrze rozświetliło się jakimś ciepłym, nieznanym mi dotąd blaskiem.
Od zawsze pamiętam głównie ból, cierpienie i ten ciężki smutek, którego nie umiałem ujarzmić. To były emocje, które przyklejały się do mnie jak cień. A jednak dziś, właśnie dziś, dzięki niemu poczułem coś zupełnie innego.
Radość. Spokój. Ciepło.
I miłość… taką, którą tylko on potrafi mi dać, a której przez tak wiele lat rozpaczliwie szukałem, nawet nie wiedząc, czy naprawdę istnieje.
- Wybacz… ja po prostu czasem ekscytuję się jak pies - Powiedziałem cicho, trochę speszony. - Jestem szczęśliwy i nie zawsze potrafię zapanować nad tym, co czuję. Tym bardziej że przez tak długi czas znałem tylko smutek, a teraz nagle mogę doświadczać czegoś nowego… emocji, o których chyba zdążyłem już zapomnieć. - Na moment posmutniałem, wspomnienia dotknęły mnie jak chłodny podmuch, ale to minęło równie szybko, jak przyszło. Uśmiech znów rozjaśnił moją twarz, szeroki, szczery, prawdziwy. - Nieważne. To, co było, już minęło - Wyszeptałem łagodnie. - Najważniejsze, że teraz mam ciebie. Bo dzięki tobie wiem, kim jestem… i wiem, na co zasługuję. - Nie przestając się uśmiechać, złożyłem na jego czole delikatny, pełen czułości pocałunek.
Mój panicz odwzajemnił uśmiech, patrząc głęboko w moje oczy, jakby próbował zajrzeć aż do samego wnętrza mojej duszy.
- Jesteś naprawdę bardzo słodki w tym wszystkim, co robisz - Szepnął, ujmując moje dłonie w swoje. Patrzył na mnie tak, jakby widział mnie po raz pierwszy, jakby każde moje słowo i każdy gest zaskakiwały go na nowo. - Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, to powiedz mi… co właściwie powinienem zabrać, kiedy pojedziemy do twojej babci? Oczywiście eleganckie ubrania spakuję bez wahania, ale może przyda się też coś wygodniejszego? Może coś jeszcze… Sam już nie wiem, naprawdę nie wiem, co powinienem do niej zabrać. No i najważniejsze, co powinienem jej kupić? Co twoja babcia lubi? Dobre wino? Jakieś słodkości? A może… sam nie wiem, podpowiedz mi - Wyrzucał z siebie pytanie za pytaniem, coraz bardziej wkręcając się w całe to spotkanie.
Zaśmiałem się cicho, próbując go trochę uspokoić.
- Hej, spokojnie, naprawdę. Ubierz to, w czym ty będziesz czuł się dobrze. Moja babcia zaakceptuje wszystko, uwierz mi. Ona nie przykłada takiej wagi do wyglądu… przynajmniej nie tak jak ty i tobie podobni. Dla nas wygląd nigdy nie miał większego znaczenia - Wyjaśniłem, wzruszając lekko ramionami. - A co do prezentu… moja babcia nigdy nie piła drogiego wina, więc nie mam pojęcia, które z nich mogłoby jej smakować. Wiem tylko, że lubi wina słodkie, takie delikatne. Jeśli chodzi o słodycze, cóż… lubi prawie wszystko, choć. Jak ci mówiłem, nie jadaliśmy ich często. Były drogie, więc zwykle unikaliśmy takich przyjemności - Dodałem, uśmiechając się do niego ciepło.
<Paniczu? C:>