To, do mi teraz powiedział... było to przerażające. Jak to zmuszać do jedzenia? To tak się da? Przecież... ja się mogę pochorować, albo co gorsza, przytyć. Nie na to się pisałem, nigdy nie przyszło mi do głowy, że tak może wyglądać jakakolwiek relacja z babcią. Pierwszy raz słyszę o czymś takim... I on jeszcze twierdził, że to jest normalne. Gdzie zmuszanie do jedzenia jest normalne? Może dlatego tak co chwila chce, żebym coś zjadł? Wyniósł takie zachowanie z domu... a skoro już czasem mi przeszkadza jego ciągłe dopytywanie się, czy nie jestem głodny, to co to będzie tam? Mój poziom stresu wzrósł jeszcze bardziej.
– Czemu mi nie powiedziałeś, na co się piszę? – spytałem cicho, zerkając na swoją porcję ryby. Patrzę na to, i już od samego patrzenia mam dosyć. A tam mam wszystkiego próbować? Mój żołądek tak się rozszerzy, że później nie będę potrafił go napełnić.
– Bo byłem pewien, że o tym wiesz. Chociaż, jak się teraz zastanawiam, to skąd miałbyś o tym wiedzieć... No ale to tak powszechna wiedza o babciach, że jestem zaskoczony, że o tym nie wiesz – wzruszył ramionami, zabierając się za jedzenie. – Naprawdę, nie masz co się przejmować. Spodoba ci się to. Poznasz w końcu prawdziwą babcię, która prawdziwie kocha. Która się troszczy. A nie... robi jakieś takie dziwne rzeczy, niewiadomo po co. To niby wymuszanie jedzenia brzmi strasznie, ale tak naprawdę to coś pozytywnego. Przeżyjesz, to zmienisz zdanie.
– Jak to wmuszanie przeżyję, to będzie sukces – mruknąłem niepocieszony, grzebiąc widelcem w talerzu.
– Nie martw się, kochanie. Będzie dobrze. Twój umysł jeszcze nie potrafi tego pojąć, wyolbrzymia to do czegoś złego, ale to naprawdę dobra rzecz – dodał, całując mnie w policzek. – A teraz jedz. Dzisiaj prawie nic nie jadłeś, a to niezdrowe.
– No jem, jem – westchnąłem ciężko, w końcu zabierając się do jedzenia. Skoro już zrobił, to nie może się zmarnować, chociaz jak dla mnie, powinien więcej jedzenia przygotować sobie, a nie jeszcze myśleć o mnie. I przygotować coś lepszego dla siebie, jakieś mięso czerwone, wołowinę, jagnięcinę... Zdecydowanie więcej powinienem takiego mięsa kupować, właśnie dla niego. – Dziękuję, było pyszne. Chociaż dalej uważam, że powinieneś bardziej się na sobie skupić.
– Daj spokój, też jestem najedzony, nie musisz się tak martwić – stwierdził, uśmiechając się do mnie szeroko, rozbrajająco, po czym zabrał talerze, by je umyć.
Kiedy zostałem sam, zerknąłem raz jeszcze na jego test. Maksimum punktów... jest naprawdę niesamowity, że to wszystko ogarnął, i to w tak krótkim czasie. Mam nadzieję, że następnym razem przyjdzie do mnie wcześniej, byśmy nie musieli całego materiału w jeden dzień powtarzać, albo tak właściwie w jeden wieczór. Jego... jego mogę uczyć, wygląda na to, że naprawdę mnie słucha, a to dla mnie naprawdę wiele znaczy.
<Wilczku? c:>