Od Soreya CD Mikleo

czwartek, 9 października 2025

|
O co? On naprawdę się zastanawia, co mnie denerwuje? Przecież... jeszcze nic nie wiadomo. Znaczy, on na pewno zostanie, jest wspaniały, i nie sprawia problemów. Ja... nie wiem, czy się wpasuję do społeczeństwa. Albo czy będę wartościowym jej członkiem, który coś wniesie. Na pewno wniosę koszty, bo muszę coś jeść, chociaż nie powinienem, bo jestem aniołem, w teorii. Więc jak zacznę jeść, zaczną się podejrzenia wobec mnie. Może więc lepiej im powiedzieć, kim jestem? Ale czy wtedy mnie przyjmą? 
- Jeszcze... jeszcze nic nie wiadomo – powiedziałem cicho, niepewnie, siadając na krześle. Jeszcze było tyle niewiadomych... nie mogliśmy jeszcze świętować. Znaczy się, on mógł, to było bardziej niż pewne, że będzie mógł tu zostać. Ma i wspaniałe moce do obrony, i moce lecznicze, i nie musi jeść, jest i piękny, i miły, i ma wszystkie wspaniałe cechy. W przeciwieństwie do mnie. 
- To kwestia czasu, nie musisz się aż tak przejmować – powiedział łagodnie, siadając na moich kolanach. - Przecież przyjął nas serdecznie. Pewnie musi informować innych o takich rzeczach. Kwestia formalności. 
- A jak się nie wpasuję do społeczeństwa? Albo będzie im przeszkadzało moje człowieczeństwo? Chyba nie wpasowuję się w ich filozofię. Jestem połączeniem obu światów, a raczej nie o to im chodzi. Wcześniej mówiłeś, że mogę to ukryć, utrzymując, że jestem tylko aniołem, ale czuję, że to zaraz się wyda, a kłamstwo będzie chyba jeszcze gorsze – odpowiedziałem niepewnie, mimowolnie przytulając ją do siebie. 
- Jesteś wspaniały. Tutejsi mieszkańcy cię polubią, a jak chodzi o twoją rasę... cóż, nikt o to nie pytał. Póki nie pytają, nie musisz nic mówić. Będzie dobrze. Już jest dobrze. Mamy swój własny kąt, i siebie, i to jest najważniejsze. I tak już będzie do końca – mówił to takim tonem, jakby naprawdę to wierzył, mocno, mocno. Też chciałbym w to uwierzyć, ale póki nie otrzymamy potwierdzenia... nie mogę mu uwierzyć. Albo raczej, nie mogę im uwierzyć. - Może wyjdźmy na dwór. Rozejrzyjmy się po okolicy. Może poznajmy trochę ludzi, i zwiedźmy to miejsce. Dobrze poznać trochę miejsce, w którym będziemy żyć, prawda? 
- To dobry pomysł – przyznałem cicho, uśmiechając się łagodnie. Spacer będzie dobrym rozwiązaniem. Ja będę trochę mniej myśleć o tych przykrych rzeczach, spędzimy razem trochę czasu, i ogólnie będzie miło. Może znajdziemy dla nas jakieś takie cichutkie miejsce? Takie, które by było tylko nasze. Coś nad wodą, by i on mógł się odprężyć, jak tylko będzie miał ochotę. 
- Czasem wpadam na fajne pomysły. Ale wpierw... może się rozpakujmy? - zaproponował, na co zmarszczyłem brwi. 
- Rozpakujmy? To ma sens? Nawet nie wiemy, czy będziemy mogli tu zostać? - zapytałem niepewnie. A jak będziemy musieli się znów pakować na szybko? Lepiej sobie oszczędzić czasu. 

<Owieczko? C:> 

Etykiety