Czy coś się działo? Sam nie wiem. Może byłem lekko podekscytowany tym, że dzisiaj będziemy na miejscu. Albo zdenerwowany. Albo jedno i drugie jednocześnie. Zresztą... co tu było do ogarnięcia? Ja sam, owszem, ale to wszystko. Śniadanie było przecież gotowe, wystarczyło tylko rozpalić ogień i ją odgrzać.
– No po prostu... jakoś tak – uśmiechnąłem się niewinnie, wlewając gorącej zupy, wprost dla niego. – Proszę. Rozgrzejesz się, rozbudzisz, i od razu szybciej zaczniesz myśleć.
– Nie poznaję cię – powiedział rozbawiony, odbierając ode mnie miskę.
– To źle? Mam wstawać późno i się ze wszystkim ociągać? – zapytałem, trochę go nie rozumiejąc. Starałem się dla niego. Gdyby był sam, pewnie bym się tak nie starał. Bo i po co? Chciałem, by Miki był ze mnie zadowolony. Pozytywnie zaskoczony, co chyba mi się udało.
– Nie, mi to w ogóle nie przeszkadza – przyznał, zabierając się za jedzenie.
Uspokojony usiadłem naprzeciwko niego czekając, aż zje. Ja już swoją porcję zjadłem, jedyne, co mi zostało, to umycie naczyń i spakowanie nas, co i tak będę mógł uczynić dopiero, jak Mikleo się ogarnie.
– Idę pozmywać, a ty na spokojnie się ogarnij – powiedziałem, kiedy w końcu jego miska stała się pusta.
– A mnie coś pozwolisz zrobić? – spytał rozbawiony, przyglądając mi się z takim miłym uśmiechem, aż mi się ciepło na sercu robiło. Dla tego uśmiechu byłem w stanie zrobić wszystko i jeszcze więcej.
– No tak. Ogarnąć się – wyszczerzyłem się głupio, jeszcze raz całując go w policzek, nim odszedłem w stronę jeziora.
Chciałem, by poczuł się miło, by czuł się doceniony. W końcu, on tyle dla mnie robił każdego ranka... Najwyższa pora, bym się odwdzięczył.
Jak obiecałem, tak zrobiłem. Pomyłem, wytarłem, schowałem, pochowałem także nasze posłania... zrobiłem wszystko, co było do zrobienia, by Miki jedyne, co musiał zrobić, to się umyć i ubrać. Czekałem cierpliwie, aż wróci, a kiedy już wrócił, odświeżony i pachnący, wychował chyba jeszcze lepiej niż wcześniej.
– Może zwiążesz swoje włosy w tego uroczego kucyka? Wyglądasz przecież prześlicznie – zaproponowałem, zrywając się na równe nogi, kiedy tylko do mnie podszedł.
– A może ty to zrobisz? – zaproponował, posyłając mi rozbrajający uśmiech.
– Mogę? – zapytałem, a w środku poczułem się jak dziecko, które zostało niespodziewany prezent.
– Oczywiście – odpowiedział, podając mi gumkę, szczotkę, i zajął miejsce przede mną.
Praca nie była długa i skomplikowana, ale o mój panie, jakie to było przyjemne. Jego włoski były takie mięciutkie, i sypkie, i idealne... Praca z nimi to czysta przyjemność była.
– No i gotowe. Szkoda, że nie trwało to dłużej – przyznałem, i złożyłem na jego odsłoniętym karku delikatny pocałunek, powstrzymując się od tego, by go nie ugryźć delikatnie. To miejsce prosiło się o jakiś mój znak...
<Owieczko? c:>