Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 21 października 2025

|
 Nie potrzebowałem za wiele do szczęścia. Wystarczy mi, że Miki będzie szczęśliwy, poczuje się lepiej, zapewni mnie w swoim szczęściu. Nie sądziłem, że mój śmiech mu sprawił przykrość. Nie było to nic złośliwego, byłem po prostu rozczulony jego osobą, bo jego persona jest przecież przesłodziutka. Nigdy nie widziałem kogoś słodszego, i uroczego niż on. On... on był najcudowniejszy. 
– Daj mi chwilkę, posprzątam i możemy teraz popatrzeć na miasteczko – powiedziałem cicho, gładząc jego policzek, który był standardowo chłodny. Ale to dobrze znaczyło. Gorzej by było, gdyby był on ciepły. Zawsze muszę pamiętać, że u niego jest odwrotnie, jak jest chłodno, jest dobrze, jak jest ciepło, jest źle. Czasem jeszcze się gubię i mylę. – Może wezmę pieniądze? Może będą jakieś stragany z przysmakami, albo jakimiś napojami... kto wie, może teraz trwa jakieś takie święto. Albo festyn. Ale byłoby dobrze, gdyby tak się wydarzyło. To byłby taki dobry czas na poznanie ludzi. I danie im czas na oswojenie się z nami. Ich zdanie chyba też jest ważne... Mam nadzieję, że za bardzo się im już nie naraziliśmy – dodałem, trochę zmartwiony faktem, że się na mnie tak niby patrzą. W końcu... bez powodu by się na mnie nie patrzyli, prawda? Znaczy, ja nic nie dostrzegałem, ale skoro Miki twierdził, że się na mnie patrzyli, no to się musieli patrzeć. Mój Miki by mnie nie oszukał. 
– A czym byśmy się mieli im narazić? – spytał, przyglądając mi się z uwagą. 
– No... nie wiem. Coś musiałem zrobić, skoro się na mnie patrzą – wzruszyłem ramionami. – Jak dobrze, że jesteś uroczy za nas dwóch. Oczarujesz ich i nie będą na mnie źli – wyszczerzyłem się głupio, obracając to wszystko w żart. W tym akurat byłem całkiem niezły, w odwracaniu uwagi od swoich problemów głupkowatymi żarcikami. 
– Głupoty gadasz – pokręcił z niedowierzaniem głową. 
– Bo tylko to mam w głowie. Daj mi posprzątać. A ty możesz się może odświeżyć. Spędzić trochę czasu w wodzie. Może przebrać... Na co tylko masz ochotę – odpowiedziałem, po czym ucałowałem go w czoło. 
– Nie wolisz, bym ci pomógł? – spytał, na co pokręciłem głową, niemalże od razu. 
– Nie, oczywiście, że nie. Ty robiłeś obiad, od początku, do końca, więc ja teraz posprzątam – stwierdziłem hardo, wracając do zlewu. Skoro zadania były rozdzielone, należało je wykonać. Nie może być tak, że mój piękny Miki będzie robił wszystko, a ja nic. Też musiałem mu pomagać w tym, w czym jestem najlepszy. Raczej moje osiągnięcia nie są wielkie, no ale coś tam mogę zrobić. 
<Owieczko? c:>

Etykiety