Przejść się wieczorem po mieście... to chyba nie jest taki zły pomysł. Chyba, o ile nie będzie chłodno, no ale wydaje mi się, że powinno być ciepło. Powietrze, atmosfera, fauna, flora... wszystko tutaj było jakieś takie inne. Ciepłe, znajome. A skoro mój chłopak chciał się ze mną przejść, to kim bym był, gdybym mu odmówił? Chociaż, miałem nadzieję na nieco inne spędzenie czasu. Bardziej... intymne. Ale może nie miał ochoty. Może się tu czuł niepewnie? Troszkę tak głośno się zachować potrafi. Mi to nie przeszkadza, co więcej, bardzo mnie to nakręca, no ale on może się tak troszkę czuć niepewnie, kiedy wokół są inni, a nie tylko drzewa i krzaki.
- Możemy się przejść wieczorem, owszem. Na początku myślałem, że się tobą zajmę – uśmiechnąłem się znacząco, co sprawiło, że Miki delikatnie się zarumienił. Ciekawe, czy zrozumiał, co mogłem mieć na myśli. W końcu, mogło mi chodzić o naprawdę wiele rzeczy.
– Właśnie, a jak chodzi o to... – zaczął nieśmiało, patrząc gdzieś w bok.
– Tak? – zachęciłem go czekając, aż się wypowie sam. Ja mu nic insynuować nie zamierzałem. Musiał się w końcu nauczyć pewnych ludzkich zachowań, domyślać się, przewidywać. Nie zawsze w końcu będę przy jego boku i wszystko mu tłumaczył, chociaż bardzo bym tego chciał. Jego osoba była dla mnie dosłownie wszystkim i nie obraziłabym się, gdybyśmy mogli spędzać tyle czasu, ile się da. Czułem jednak podświadomie, że kiedy przyjdzie przydział prac, ja będę robił te bardziej wycieńczające fizycznie, a on... sam nie wiem. Może gotowanie? Albo zajmie się roślinami. Do tego, z tego, co pamiętałem, też miał dryg. Nadawałby się świetnie.
– Co masz przez to na myśli? – spytał w końcu, niepewnie na mnie zerkając.
– A co myślisz, że ja myślę? – spytałem, szczerząc się głupio.
– Myślę, że ty wiesz, o czym myślę, że myślisz – na to zdanie zaśmiałem się cicho. No czy on nie był przesłodziutki? Był dosłownie najlepszy.
– Myślałem o tym, by poświęcić ci uwagę. Byś skupił się na mnie, nie na ludziach, którzy gapią się na mnie – wyjaśniłem spokojnie, wstając od stołu i chwytając za brudne naczynia.
Chociaż, czy oni się na mnie gapią, to ja bym nie powiedział. No chyba, że czują, iż jestem jakimś wynaturzeniem. Wtedy faktycznie, mogliby się na mnie gapić. Ta myśl mnie trochę zaniepokoiła. Czy ktoś jest w stanie wyczuć, że coś jest nie tak? Czy mój zapach, czy aura, wskazywałyby na to, że nie pasuję tutaj, do tego świata?
– Jeśli jednak bardzo chcesz iść na spacer, możemy iść. Tylko posprzątam po tym przepysznym posiłku, tak będzie sprawiedliwie – dodałem, podchodząc do zlewu. Tyle dobrego, że mają takie wynalazki i nie muszę chodzić z wszystkimi naczyniami nad rzekę, by je pomyć. Średnio by mi się wtedy chciało sprzątać po każdym daniu, zwłaszcza w zimę.
<Owieczko? c:>