od Soreya CD Mikleo

czwartek, 16 października 2025

|
 Przyglądałem się mu z uwagą, starając się zrozumieć jego niepewność i niewiedzę. Czyich zachowań nie rozumiał? Mojego? Przecież ja się tylko rozglądam, chłonę szczegóły tego miejsca i zastanawiam się, dlaczego to wszystko jakieś takie znajome jest. To chyba normalne zachowanie w miejscu, które niby się skądś zna, ale nie wiadomo skąd. Co prawda, trochę to takie nietypowe, w końcu raczej bardzo rzadko się ma takie wrażenie. Ja też jestem taki odrobinkę... cóż, pogubiony. Chciałbym wiedzieć, skąd to wrażenie. Czy powinienem podążać za tym uczuciem, czy je ignorować. Jak na razie nic mi to nie daje. 
- Których zachowań nie rozumiesz? Ja ci wszystko z chęcią wytłumaczę – powiedziałem, szczerząc się szeroko. Wydaje mi się, że ja ludzi akurat całkiem nieźle rozumiem. Muszę, żeby się do nich wpasować. Znaczy się, musiałem, by nie być sam. Teraz już tego nie potrzebuję. Mam Mikleo, którego kocham nad życie, i z którym chcę być, i poza nim nikogo innego nie potrzebowałem. Był wszystkim, czego pragnąłem. 
- Nie zauważyłeś? - spytał, delikatnie marszcząc brwi. 
- Nie zauważyłem... czego? - powtórzyłem, delikatnie przekrzywiając głowę. 
- Tych spojrzeń na sobie. Szeptów. Jakby... no, sam nie wiem, jakby cię tu znali – wyjaśnił, a ja dopiero teraz się rozejrzałem. Faktycznie, trochę się gapią, ale wydawało mi się, że to na nas. Albo raczej na niego. W końcu, on taki piękny, i cudowny, i śliczny, i tajemniczy, nieznany. Oczywiście, że wzbudza zainteresowanie wśród innych. A ja tam jestem najmniej interesujący. 
- To chyba nie na mnie, a na nas. Pewnie dlatego, że jesteśmy tu nowi. Wyobraź sobie to tak, jakby w środku semestru ktoś nowy pojawił się w klasie, wtedy też się na niego gapią – wyjaśniłem, ale Mikleo pokręcił głową. 
- Przyglądam się im już trochę, i nie, nie patrzą się na nas. Tylko na ciebie. A teraz się nie patrzą, bo o tym mówimy i udają, że wcale tak nie jest – powiedział cicho, bardzo cicho. 
- Kiedy to nie ma sensu. Nie jestem interesujący, czy ciekawy, czy po prostu ładny. W przeciwieństwie do ciebie – wzruszyłem ramionami. - Jak nam się uda tutaj zostać, może się ich po prostu zapytamy, o co chodzi? Zamiast tak gdybać... gdybym nie czuł się tu teraz tak niepewnie, podszedłbym do kogoś tak po prostu, ale nie chcę wyjść na razie na jakiegoś gbura, albo paranoika, czy coś w tym stylu – wyjaśniłem równie cicho, uśmiechając się łagodnie. - A na razie, skoro ci to trochę przeszkadza, i rozprasza... wrócimy do domku? Zjadłbym coś. A później skupiłbym się tylko na tobie – łagodnie się uśmiechnąłem na te słowa mając nadzieję, że trochę się uspokoi, rozluźni i skupi na czymś innym, na czymś przyjemny. 

<Owieczko? C:>

Etykiety