Od Haru CD Daisuke

czwartek, 16 października 2025

|
Mój panicz Ten pomysł naprawdę bardzo mi się spodobał, w końcu będę mógł spróbować czegoś nowego, a przy okazji zaspokoić swój głód. Pragnienie mięsa było we mnie silne, wręcz nie do opanowania, więc możliwość skosztowania czegoś wyjątkowego wydała mi się kusząca. To nie tylko okazja, by zaspokoić głód, ale też by zaspokoić ciekawość, a to dla mnie równie ważne.
Muszę przyznać, że od dawna fascynowały mnie potrawy, na które nigdy nie było mnie stać. Jestem człowiekiem biednym, nie przywykłem do luksusów, a owoce morza zawsze wydawały mi się czymś z innego świata, czymś dla ludzi z wyższych sfer. Nigdy nie przypuszczałem, że przyjdzie dzień, w którym będę mógł ich spróbować. Jak to mówią, głupi zawsze ma szczęście i wygląda na to, że tym razem los się do mnie uśmiechnął.
Z drugiej jednak strony, nie mogę pozbyć się pewnych wątpliwości. Ile to wszystko właściwie kosztuje? Czy to w porządku, że pozwalam mu za to zapłacić? W głębi duszy wiem, że sam nigdy nie byłbym w stanie sobie na to pozwolić. Gdyby nie jego zaproszenie, pewnie nawet nie przekroczyłbym progu takiej restauracji.
To dziwne uczucie, z jednej strony wdzięczność, a z drugiej niepokój. Co, jeśli posiłek okaże się nie w moim guście? Jeśli on wyda dużo pieniędzy, a mnie jedzenie nie zasmakuje? Sam na tę myśl czuję zakłopotanie. Nie chciałbym, by pomyślał, że nie doceniam jego gestu. Bo tak naprawdę to nie o jedzenie tu chodzi, ale o samą możliwość bycia razem, o chwilę, która może zmienić coś więcej niż tylko smak w ustach.
Zestresowany, nieświadomie ścisnąłem mocniej jego dłoń. Chyba trochę go tym zaskoczyłem, bo spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi oczami, uważnie, jakby próbował odczytać, co się dzieje w mojej głowie.
- Coś nie tak? - Zapytał cicho, z nutą zaciekawienia, ale też troski w głosie.
- Nie… tak… może… - Westchnąłem, drapiąc się odruchowo po głowie. - Po prostu trochę się stresuję. Nie wiem, czy mi to w ogóle zasmakuje. A podejrzewam, że ten posiłek będzie bardzo drogi i… i co wtedy? Co, jeśli to się zmarnuje? - Dodałem, czując, jak niepokój ściska mi żołądek mocniej niż głód.
W głowie miałem mętlik. Może lepiej byłoby zamówić coś prostego, zwykłe mięso, bez tych całych owoców morza? Ale z drugiej strony… to przecież okazja, żeby spróbować czegoś nowego, czegoś, na co sam nigdy nie mógłbym sobie pozwolić. Tylko czemu to musi być takie trudne? Niby to tylko jedzenie, a jednak czułem, jakby za tym kryło się coś znacznie więcej, jakaś próba, może nawet test, którego sam przed sobą nie chciałem oblać.
zaczął się nagle śmiać. Nie głośno, raczej cicho i szczerze, tak jak ktoś, kto właśnie usłyszał coś zupełnie nieoczekiwanego. Nie mogłem powstrzymać ciekawości, co go tak rozbawiło? Co powiedziałem albo zrobiłem, że kręci teraz głową z niedowierzaniem?
- A ty tak poważnie? - Zapytał, unosząc brwi. W jego cudnych oczach widać było mieszaninę rozbawienia i zdumienia, jakby naprawdę nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać.
- No tak, naprawdę - Odpowiedziałem szybko, trochę speszony. - Szkoda by było tych pieniędzy. Nie chciałbym, żeby coś się zmarnowało tylko dlatego, że mi nie zasmakuje. - Mówiąc to, spuściłem wzrok. Nie chciałem, żeby pomyślał, że jestem niewdzięczny. Po prostu... nie byłem przyzwyczajony do takiego traktowania. 

<Paniczu? C:>

Etykiety