Od Mikleo CD Soreya

czwartek, 16 października 2025

|
Skupimy się tylko na mnie? Dlaczego akurat na mnie? A co z nim?
Te słowa nie dawały mi spokoju. "Skupić się na tobie", brzmiało to tak, jakby kryło w sobie coś więcej, jakiś podtekst, którego nie do końca potrafiłem uchwycić. Czy naprawdę chodziło mu tylko o rozmowę… czy może o coś znacznie głębszego? Czy chciał, żebym wreszcie się otworzył, czy może pragnął, żebym… mu się oddał? Sam już nie wiedziałem, choć przyznam, że chętnie bym się tego dowiedział.
- Myślę, że to dobry pomysł - Powiedziałem po chwili, próbując ukryć drżenie w głosie. - Chętnie wróciłbym do domu. Jeśli będziesz chciał. Wiesz tak sobie myślę, że jeśli będziesz chciał to zjem coś z tobą - Dodałem z lekkim uśmiechem, starając się zabrzmieć swobodnie.
Uśmiechnął się szerzej, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś miękkiego, ciepłego. Uchwycił moją dłoń i, nie zważając na ludzi wokół, którzy nie przestawali się w nas wpatrywać, pocałował ją delikatnie tak, jakby nic poza nami nie istniało. W tym geście było coś odważnego i zarazem niebezpiecznie czułego. Ci, którzy nas obserwowali, widzieli pewnie tylko jego, a raczej widzieli w nim to, czego sami nie potrafili mieć.
- W takim razie chodźmy - Powiedział cicho, ale stanowczo. - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. - Zanim zdążyłem odpowiedzieć, pociągnął mnie za sobą, prowadząc w stronę domu, który mieliśmy dzielić, przynajmniej na jakiś czas. W jego dłoni czułem ciepło i pewność, jakiej sam w sobie od dawna szukałem. A w powietrzu, między nami, wisiało coś, czego jeszcze nie potrafiłem nazwać… ale wiedziałem, że właśnie od tego momentu wszystko się zmieni.
Po powrocie do domu, naszego tymczasowego schronienia, postanowiłem, że przygotuję coś do jedzenia dla mojego partnera. Oczywiście, on sam potrafił gotować i, prawdę mówiąc, jego posiłki zawsze wychodziły doskonałe. Ale tym razem chciałem być tym, który zrobi coś dla niego. Wiedziałem, że lubi, gdy przejmuję inicjatywę w kuchni, że cieszy go, kiedy przygotowuję dla niego coś własnoręcznie.
Poza tym… i tak nie potrafiłbym siedzieć bezczynnie, patrząc, jak on się krząta. Nudzenie się przy stole, gdy on gotuje, wydawało mi się stratą czasu. Wolałem przydać się do czegoś, włożyć w ten moment odrobinę siebie, ciepła, troski, może nawet uczucia, które wciąż trudno mi było nazwać.
- Masz ochotę na coś konkretnego? - Zapytałem, wyciągając z plecaka produkty, które udało nam się zebrać. - Jest coś, co chciałbyś, żebym ci ugotował?
Dzięki temu, że mój partner potrafił latać, podróżowanie stało się znacznie łatwiejsze. Wiele rzeczy mogliśmy zdobyć szybciej, więc jedzenia nam na razie nie brakowało. A raczej, to jemu jedzenia nie brakowało..
Wiedziałem jednak, że prędzej czy później przyjdzie moment, gdy będziemy musieli coś kupić, zapracować na posiłek albo po prostu przydać się tej społeczności, wśród której się znaleźliśmy.
Oczywiście pod warunkiem, że pozwolą nam tu zostać na dłużej. Naprawdę chciałbym, żeby tak się stało. Ale nawet jeśli nie, nawet jeśli znów będziemy musieli wyruszyć i szukać nowego miejsca, to nieważne.
Bo dopóki mam go przy sobie, każde miejsce może być domem.

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety