Od Daisuke CD Haru

czwartek, 16 października 2025

|
 Jak dla mnie przesadzał, i to stanowczo przesadzał, za bardzo się przejmując tym wszystkim. Powinien się cieszyć, i delektować, i przede wszystkim próbować. Umożliwiam mu to, więc czemu miałby z tego nie skorzystać? Nie wykorzystuje mnie przecież. Sam mu to proponuję. Sam wyszedłem z taką inicjatywą. Niech się cieszy po prostu tą chwilą. 
– Na pewno coś ci nie zasmakuje. Niektóre z owoców morza mają taki specyficzny smak, albo konsystencję, co nie odpowiada wszystkim, jak chociażby takie ostrygi. Ale po to właśnie cię zaprosiłem do takiego miejsca. Byś mógł spróbować czegoś nowego – powiedziałem spokojnie, uśmiechając się łagodnie. – A marnotrawstwem pieniędzy się nie przejmuj. Moja rodzina ma ich tyle, że po tej kolacji w ogóle tego nie odczuje – dodałem, delikatnie muskając kciukiem wierzch jego dłoni. – Skup się na odkrywaniu nowych smaków. I na tym, by mnie podziwiać. Nie po to dobierałem cały ten strój, żebyś teraz mnie nie podziwiał. 
– Ale... 
– Żadnych ale. Na to jedno popołudnie wyrzuć całkowicie z umysłu koncept pieniędzy. Tylko o tyle się proszę – odpowiedziałem już trochę bardziej stanowczym tonem, kierując go w odpowiednią uliczkę. Albo się mnie posłucha, albo się obrażę. I on doskonale wie, że jestem w stanie to zrobić. 
– No dobrze – westchnął ciężko, chociaż dalej wyczuwałem w nim lekki stres. Miałem nadzieję, że już na następnej randce będzie mniej zestresowany, że przestanie się przejmować takimi błahostkami. Mam możliwości, to się z nim nimi dzielę. Co tu jest takiego trudnego do zrozumienia?
– Alkoholu nie dostaniemy, dlatego tak sobie pomyślałem, że wieczorem możemy to nadrobić – odparłem, chcąc przekierować jego myśli na coś bardziej przyjemnego, dać mu małą nagrodę za mile spędzony czas. Myślę, że by mu to odpowiadało. 
– Ale wiesz, że następnego dnia mamy zajęcia? – spytał rozbawiony, a ja tylko uśmiechnąłem się niewinnie. – Zdaję sobie z tego sprawę. Jednakże jak tak wypijemy jeden kieliszek, może dwa... to przecież się nic nie stanie. 
– Podoba mi się ten pomysł – przyznał, a ja wyczułem, jak się delikatnie rozluźniał. Dobrze. O to mi właśnie chodziło. Miał się cieszyć tym czasem, a nie nim stresować. Miał odkrywać, próbować, i absolutnie się niczym nie stresować. 
– Miłe zakończenie miłego dnia – przyznałem, afirmując to sobie trochę. Teraz nikt nie może nam przeszkodzić. Ani ci bandyci, ani moja babka, ani żaden randomowy przechodzień. – To tutaj – dodałem, wskazując ruchem głowy na jeden z budynków.
– Tutaj? – powtórzył, przyglądając się elewacji budynku, która była zrobiona w starym, ale za to jak przepięknym stylu. Zawsze urzekały mnie taki lekki przepych w tego typu budynkach. Miła odmiana od tego, co widzę w rodzinnym mieście, gdzie stawiane jest na użyteczność, prostotę i technologię. – Trochę... wystawnie. 
– No popatrz, idealnie będziemy tu pasować – uspokoiłem go czekając, aż otworzy przede mną drzwi, jak na dżentelmena przystało. – Nie bój się, to tylko tak z wierzchu wygląda. Niczym się nie zbłaźnisz – dodałem, czując narastający w nim niepokój. Nożem i widelcem się posługiwać potrafi, a to najważniejsze. W przypadku co „trudniejszych” potraw, będę mu pokazywał co i jak. Po to zdecydowałem się na stolik w ogrodzie restauracji w taką nieco chłodną pogodę, by mieć właśnie tej prywatności i spokoju dla niego. 

<Wilczku? c:>

Etykiety