Od Daisuke CD Haru

czwartek, 16 października 2025

|
 Przyglądałem mu się z niemałym uwielbieniem. Nie sądziłem, że w tym miejscu ma takie rzeczy w szafie. To raczej nie jest styl, który ubiera. Kolor też był zaskakujący. Taki żywy. Nietypowy. Raczej nie widuję za często ludzi w takich garniturach, dlatego tym bardziej zastanawia mnie, dlaczego zdecydował się na zabranie do akademika czegoś w tym stylu. Oczywiście wyglądał wspaniale, tego mu nie ujmuję, intrygował mnie po prostu jego wybór. Założę się, że w domu miał bardziej klasyczny garnitur, czarny, może granatowy, który by pasował do każdej sytuacji. Taka zieleń nie wszędzie by pasowała. 
– Jest perfekcyjnie. Gdybym wiedział, że się tak odstroisz, wybrałbym co innego. Teraz przy tobie wyglądam tak strasznie biednie – powiedziałem w końcu, zerkając kątem oka na zegarek. Za późno, bym się przebierał i stylizował na nowo. Musi mi wystarczyć to, co teraz mam na sobie. I jeszcze kamizelka, muszę założyć kamizelkę. 
– Żartujesz? Wyglądasz wspaniale. Nie mogę przestać się na ciebie patrzeć – przyznał, chwytając moje chłodne dłonie w swoje, duże i rozgrzane. 
– To nic takiego – wzruszyłem ramionami, doskonale znając swoje możliwości. No nic, jak teraz wiem, na co go stać, będę się na kolejne nasze wyjścia lepiej ubierał. Bo kolejne wyjścia będą, już ja to dopilnuję. – Daj mi chwilkę. Założę kamizelkę, biżuterię i możemy wychodzić – powiedziałem oczekując, że mnie puści. Nie chciałem za bardzo się od niego odsuwać, no ale musiałem to zrobić, jeżeli nie chcemy się spóźnić. 
– Oczywiście – przyznał cicho, a następnie ucałował mnie w policzek, by w końcu mnie puścić. 
Usiadł na łóżku, a podczas kiedy ja zapinałem guziki kamizelki, czułem na swoim ciele jego wzrok. Miałem wrażenie, że jednak trochę wyolbrzymia te komplementy. Nie wyglądałem aż tak dobrze. Uznałbym wręcz, że tak trochę zwyczajnie. Prosto, nie miałem na sobie nic skomplikowanego czy wyszukanego. Nawet biżuteria, srebrną broszę z granatem i do tego pasujący kolczyk, była raczej subtelna. Dodałem ją głównie dlatego, by trochę podbić tęczówkę, bo bez tego nie byłaby taka interesująca, a po prostu... cóż, zwykła. Zawsze podobały mi się jasne tęczówki, i strasznie żałowałem, że moje oczy są, jakie są. Takie... zwykłe. Gdyby istniał sposób na zmienienie ich koloru, zrobiłbym to bez wahania. 
– Jestem gotowy, możemy wychodzić – odpowiedziałem, chwytając za płaszcz, by móc go zaraz założyć na ramiona. – Co sądzisz o owocach morza? – zapytałem, kiedy zamykał drzwi na klucz. 
– Poza rybami to... cóż, nic innego nie jadłem – uśmiechnął się głupkowato. 
– Więc teraz będziesz miał okazję spróbować wszystkiego. I nie martw się, zadbałem o twoje wilcze ja, w tej restauracji podają także dania, które są połączeniem właśnie owoców morza oraz mięsa czerwonego. Głodny nie wyjdziesz – wyjawiłem mu podekscytowany, chwytając jego dłoń. Dopiero wtedy zorientowałem się, że nie wziąłem rękawiczek... cóż, pozostało mi tylko mieć nadzieję, że ludzie nie będą mnie bardzo drażnić i przytłaczać swoimi emocjami. 

<Wilczku? c:>

Etykiety