Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 14 października 2025

|
 Na jego słowa zamrugałem kilkukrotnie. Jak to... ciepła? To w ogóle było możliwe? Było tutaj bardzo fajnie, ciepło, ale tylko ciepło. Na tyle ciepło, by mi było ciepło, i na tyle ciepło, by Mikleo nie było za ciepło. Niemożliwe, by się nagrzała od słońca. Jako, że siedziałem tuż na brzegu, włożyłem rękę do wody i miał rację. Dlaczego ona była ciepła? To ma jakieś naukowe wyjaśnienie? Jakieś gorące źródła, czy coś? A może to magia? 
– Ciekawe, dlaczego. I czy na całej długości jest ciepła – odpowiedziałem, wyciągając dłoń. 
– Może do mnie dołączysz? – zaproponował, i użył do tego takiego wręcz proszącego tonu. I co ja mu miałem powiedzieć? Nie? Przecież mu się przykro zrobi, a na to nie będę mógł patrzeć. Nie za bardzo miałem ochotę, ani też nie widziałem w tym sensu, zbiornik był mały, pewnie nawet niezbyt głęboki... ale to w sumie nawet lepiej. Nigdy nie byłem jakoś bardzo dobrym pływakiem, ale czy mi to przeszkadzało? Niekoniecznie. Za dużo nie pływałem. Zdarzało mi się właśnie z Mikim w wyjątkowo gorące dni, a tak to raczej stroniłem. Bardzo lubiłem ciepło. Musi być strasznie upalnie, bym miał dosyć ciepła i szukał ochłodzenia, które najlepiej oferuje woda. 
– Dla ciebie zawsze – odpowiedziałem, podnosząc się z ziemi. 
– Wiesz, jeżeli nie chcesz... – zaczął niepewnie, na co od razu pokręciłem głową. 
– Woda jest ciepła, więc chcę. No i ty chcesz, a to jest najważniejsze – powiedziałem, zabierając się za rozpinanie guzików swojej koszuli. 
– A ty co robisz? – zapytał, delikatnie marszcząc brwi. 
– No... Zdejmuję ubrania? By ich nie zamoczyć – odpowiedziałem trochę niepewnie. W końcu, to było chyba... cóż, normalne. Nie wiem, jak on, ale jak później z tej ciepłej wody wyjdę, no to już nie będzie tak fajnie ciepło. 
– Ale wiesz, że jednym machnięciem dłoni pozbyłbym się nadmiaru wody i z twoich włosów, i z ubrania? – spytał rozbawiony. No w sumie... no tak. Przecież on tak potrafił. Jego moce zawsze były znacznie bardziej pożyteczne od moich. I częściej z nich można było korzystać, i miały pożyteczne zastosowanie, i, co chyba najważniejsze, bez problemu potrafił nad nimi bez problemu zapanować. W przeciwieństwie do mnie. Ja czasem miałem problem, zwłaszcza ze Słowem. Zawsze muszę pamiętać, by nie używać za dużo ekspresji, nie być tak stanowczym, wzburzonym, by nikogo nie skrzywdzić czy wywołać niepożądanego efektu. – Ale proszę, rozbieraj się, ja z chęcią popatrzę – dodał, a na te słowa poczułem, jak moje policzki ze wstydu płoną czerwienią. 
– Na takie rzeczy to trzeba zasłużyć – burknąłem, musząc jakoś wyjść tego z twarzą. I nie ściągając ubrań, wszedłem do wody. 

<Owieczko? c:>

Etykiety