Na zajęciach, tak jak obiecałem, zachowywałem się wzorowo. Odpowiadałem, gdy byłem pytany, milczałem, gdy należało zachować spokój. Unikałem wszelkich kłopotów, nie chciałem, by ktokolwiek mógł to wykorzystać przeciwko mnie. Wiedziałem, jak bardzo mojemu partnerowi zależało na naszej dzisiejszej randce. Mnie również na niej zależało, może nawet bardziej, niż potrafiłem to przyznać. Właśnie dlatego pilnowałem się przez cały dzień. Nie mogłem go zawieść.
Byłem z siebie dumny, pierwszy raz od dawna miałem poczucie, że wszystko poszło dobrze. Nikogo nie uraziłem, niczego nie zepsułem, nic złego się nie wydarzyło. Z tą myślą wróciłem do pokoju, gotowy wreszcie odetchnąć i zobaczyć jego.
Kiedy wszedłem, on już tam był, pochylony lekko nad lustrem, poprawiał koszulę i włosy. Szykował się na naszą randkę. Na jego widok serce zabiło mi szybciej. Wyglądał zjawiskowo. Promieniał.
- Jesteś! - Zawołał z ulgą, odwracając się w moją stronę. - Uf, już się bałem, że coś się stało. Że nie przyjdziesz. - W jego głosie słychać było prawdziwe wzruszenie. - Ta myśl przerażała mnie jak nic innego. - Uśmiechnąłem się lekko, czując ciepło rozlewające się po całym ciele. Przez chwilę po prostu na niego patrzyłem na to, jak światło odbija się w jego oczach, jak delikatnie się uśmiecha. Był przepiękny.
- Ależ ty jesteś piękny - Szepnąłem, nie mogąc się powstrzymać. Podeszedłem bliżej, powoli, jakby bałem się, że ten moment mógłby się rozpaść, gdybym się pospieszył. Położyłem dłonie na jego biodrach, czując pod palcami ciepło jego skóry i delikatne drżenie mięśni...
Na chwilę cały świat się zatrzymał zostaliśmy tylko my, w ciszy przerywanej jedynie rytmem naszych oddechów.
- Przestań już gadać, tylko szykuj się - Rzucił z lekkim uśmiechem. - Nie możemy się spóźnić, prawda? A przynajmniej ja nie chcę, żebyśmy się spóźnili. - Stwierdził, poprawiając swoje piękne włosy.
- Jasne! - Odpowiedziałem z entuzjazmem, po czym szybko ruszyłem w stronę szafy. Wiedziałem dokładnie, co na siebie założę strój, który przygotowałem specjalnie na tę okazję, leżał tam od rana, starannie ułożony i czekający na swój moment.
Nie chciałem pokazywać mu się od razu. Najpierw musiałem się ubrać, dopiąć każdy guzik, poprawić mankiety i ułożyć włosy. Chciałem wyglądać tak, jak sobie tego życzył mój panicz, elegancko, godnie... i może odrobinę tak, by nie mógł oderwać ode mnie wzroku.
Kiedy w końcu byłem gotów, wziąłem głęboki oddech i odwróciłem się w jego stronę.
- I jak? - Zapytałem, robiąc krok w przód.
Stałem przed nim ubrany w garnitur w kolorze butelkowej zieleni, z idealnie dopasowaną białą koszulą i subtelnym zegarkiem na nadgarstku. Materiał miękko układał się na ramionach, a światło odbijało się od tkaniny, nadając całości elegancji.
- Może być? - Dodałem po chwili, z lekkim zawahaniem. - Czy przesadziłem? - Przez moment milczał. Jego spojrzenie przesunęło się po mnie powoli, od góry do dołu, z tym charakterystycznym błyskiem w oczach, który zawsze sprawiał, że serce biło mi szybciej.
<Paniczu? C:>