Od Soreya CD Mikleo

środa, 1 października 2025

|
 Pokiwałem energicznie głową i zaraz po tym zniknąłem pomiędzy drzewami. Chciałem się pospieszyc, by zaraz do niego wrócić. W końcu, będąc w podróży, zjemy razem... Kiedy ostatni raz się to wydarzyło? Nie pamiętam, naprawdę. Ostatnie, co pamiętam, to suchy chleb i jagody, a dzień później udało nam się dotrzeć do wioski. W wiosce faktycznie czasem nam się zdarzało jeść razem, ale też nie za często, Miki nie chciał marnować pieniędzy. Ale też takie wspólne spożywanie posiłków właśnie w drodze, siedząc na kocyku i wpatrując się w tańczące płomienie ognia... nie wiem, jak Miki, ale ja uwielbiałem wpatrywać się w ogień. Było w nim coś takiego... kojącego. I pięknego. Ale to chyba tylko ja, Miki'ego zdecydowanie bardziej interesowała woda. 
– Jestem. Mam chyba suche patyki – odezwałem się, kiedy wróciłem do Mikleo. Kiedy ja zbierałem chrust, Miki przygotował jam miejsce do spania. Pogoda była piękna, dlatego nie rozkładał namiotu... więc będziemy leżeć i patrzeć się w gwiazdy. Dawno chyba nie miałem okazji spać pod gołym niebem. 
– Chyba? – spytał, unosząc jedną brew. 
– Chyba. Trochę nie patrzyłem, tylko brałem co mi wpadło w ręce. Ale to chyba dla ciebie nie problem, prawda? Zawsze możesz się pozbyć nadmiaru wody, jak ją wyczujesz – powiedziałem, klękając naprzeciw Mikleo i zaczynając układać patyki na ognisko. 
– Wizja wspólnego posiłku aż tak cię ekscytuje? – zapytał rozbawiony, przeglądając składniki na obiad. 
– No... tak. Strasznie nie lubię jeść sam, zwłaszcza, kiedy ty się jeszcze na mnie patrzysz. Dziwnie się wtedy czuję – przyznałem, szukając krzesiwa. Ależ fajnie by było, gdyby można było zapalić ogień tak o, od ręki. Ile byśmy czasu zaoszczędzili... no, ale Miki i jego moce też się sprawdza świetnie, zwłaszcza, że ja przecież nic nie potrafiłem. Ja tu jestem nie wiem po co. Chyba dla towarzystwa, a i tak nie zawsze się sprawdza. – Co takiego chcesz przygotować na dzisiaj? – zapytałem, patrząc na jego dłonie. 
– Na razie nic. Musisz rozpalić ogień – upomniał mnie, na co znów skupiłem się na swoim zadaniu. 
– Tak, tak... Ale jak już rozpalę? Co zrobisz? Może zupę? O, ależ bym zjadł zupę... dawno już nie jadłem – rozmarzyłem się na chwilę, i w tej samej chwili malutka iskierka spowodowała, że płomień objął ten suchy chrust. Ależ ogień był wspaniały. I piękny. Nie tak piękny, jak mój Miki, ale też ciężko było odwrócić wzrok. 
– Zupa, tak? Trochę byśmy musieli poczekać... Ale tak, myślę, że może być zupa. Chcesz mi może pomóc? – zapytał, a ja pokręciłem głową. 
– Chciałbym, ale jeszcze wszystko popsuję. Ale jeżeli mogę jakoś inaczej ci pomóc, to daj mi znać, jestem całkowicie do twojej dyspozycji – powiedziałem, posyłając mu szeroki uśmiech. 

<Owieczko? c:>

Etykiety