Oczywiście, że nie zapomniałem. To prawda, mam fatalną pamięć i zwykle sam z siebie się z tego śmieję, ale tym razem… o czymś tak ważnym nie byłbym w stanie zapomnieć.
- Oczywiście, że nie zapomniałem – powtórzyłem pewniej, chcąc rozwiać jego wątpliwości. - Ta randka naprawdę wiele dla mnie znaczy, dlatego już nie mogę się jej doczekać. - Na moich ustach pojawił się lekki uśmiech, ale zaraz potem, jakby niespodziewanie, przyszła mi do głowy myśl, której nie mogłem zignorować. - Tylko… wciąż nie jestem pewien, czy to dobry pomysł - Dodałem ciszej.
Widziałem, jak na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, niemal rozczarowanie. Zaskoczyłem go tym wyznaniem i niestety nie w sposób, w jaki chciałbym. To nie było dla mnie zaskoczeniem, wiedziałem, że pragnął tej chwili równie mocno jak ja. Ale czy to był odpowiedni moment?
W mojej głowie krążyły niewypowiedziane obawy. Tamci mężczyźni… wciąż mogli chcieć mu zrobić krzywdę. Nawet jeśli pójdziemy we dwoje, nawet jeśli będziemy ostrożni, samo wyjście mogło wystawić go na niebezpieczeństwo. A ja nie byłem pewien, czy potrafiłbym znieść, gdyby coś mu się stało.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Zapytał ostro, a w jego głosie pobrzmiewało nie tylko rozgoryczenie, ale i żal. - „Nie wiem, czy to dobry pomysł”? To znaczy, że nie chcesz ze mną pójść? Że ci na mnie nie zależy? + Te słowa uderzyły we mnie mocniej, niż się spodziewałem. Miał wrażenie, jakbym go właśnie zranił, jakbym odebrał wartość temu, co dla nas obojga było ważne. I choć wiedziałem, że z jego perspektywy mogło to tak wyglądać, nie chodziło przecież o brak chęci. Po prostu… nie zdążyłem wyjaśnić wszystkiego.
- Nie. To nie tak - Odpowiedziałem szybko, od razu prostując się, by spotkać jego spojrzenie. - Oczywiście, że chcę iść z tobą. Chcę tego bardziej, niż cokolwiek innego. Tylko… nie jestem pewien, czy to bezpieczne, patrząc na to, co wydarzyło się jeszcze wczoraj. - Oddech ugrzązł mi w gardle, ale zmusiłem się, by dokończyć:
- Porwali cię. Uciekłeś im. A teraz… prawdopodobnie wciąż cię obserwują. Nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby iść na randkę w takiej sytuacji, kiedy nie mogę dać ci pewności, że nic złego się nie stanie. - Kiedy to mówiłem, jego twarz zmieniała się powoli. Najpierw widziałem zawód, potem cień złości, aż w końcu coś złagodniało, choć nie potrafiłem jeszcze nazwać tej emocji. Współczucie? Zrozumienie? Może wdzięczność za to, że myślę o jego bezpieczeństwie? Jedno wiedziałem na pewno, nie była to radość.
Daisuke milczał, wpatrzony gdzieś w bok, a ja nie potrafiłem odgadnąć, o czym myśli. Analizował każde moje słowo, to widziałem. Być może próbował znaleźć właściwą odpowiedź, by nie zabrzmiała za ostro, a może… może jego myśli krążyły zupełnie gdzie indziej. Kurczę, nie miałem pojęcia. W głowie kotłowało mi się jedno pytanie: czy przypadkiem go właśnie nie uraziłem? Czy nie zabrzmiało to tak, jakbym odrzucał jego uczucia?
- Wszystko w porządku? - Odezwałem się ostrożnie, próbując uchwycić jego spojrzenie. Czułem, jak stres zaciska mi żołądek.
- A jak myślisz? - Uniósł brew, patrząc na mnie z chłodną, trudną do odczytania miną.
Przełknąłem ślinę, czując, że serce bije mi szybciej.
- Myślę, że jesteś zły za to, co powiedziałem - Przyznałem cicho, drapiąc się nerwowo po głowie. - I chyba się nie dziwię. - Jego twarz nie zdradzała zbyt wiele, a ja miałem wrażenie, że balansuję na cienkiej linii, która zaraz może się zerwać.
<Paniczu? C:>